Kolejny rekord życiowy pobity nieznacznie...
Niedziela, 3 maja 2009
· Komentarze(5)
Ale sukcesem trzeba się upajać powoli aż do 400 km...choć nie ukrywam że w pewnym momencie podjąłem taką decyzję , że dziś pojadę 400 km, ale powracający Poznaniacy z urlopów wybili mi to z głowy, po południu tłok jak na Marszałkowskiej...zrobiłem jeszcze błąd z nowymi butami i odcierpiałem swoje , bo nogi miałem jak w kajdanach...
Rano już o 5tej byłem na rowerze a tu przykra niespodzianka, niemożliwe zimno...po 35 km chciałem już dać sobie na luz...w końcu po gorącej herbatce ruszyłem do Żołędowa potem na Ińsko, Chociwel i Stargard Szczeciński , tam jem śniadanie i widzę grupę 10-15 kolarzy wyjeżdżających z miasta, wskakuję na rower i pędzę za nimi,kiedy do nich doskoczyłem, to skręcili na Nowogard, ale 2 jedzie na Dobrzany,na koszulkach maja emblematy sportowe ,,Lipiany'' trochę jak dla mnie słabe tempo więc macham im pozdrowionko i lecę do przodu, dalej odbijam na Dobrzany i wracam do domu na obiad,mam już 240 km pykam jeszcze raz Żołędowo i Łobez i żona telefonicznie wzywa mnie do domu , bo dzieciaki zabrały klucz...
Rano już o 5tej byłem na rowerze a tu przykra niespodzianka, niemożliwe zimno...po 35 km chciałem już dać sobie na luz...w końcu po gorącej herbatce ruszyłem do Żołędowa potem na Ińsko, Chociwel i Stargard Szczeciński , tam jem śniadanie i widzę grupę 10-15 kolarzy wyjeżdżających z miasta, wskakuję na rower i pędzę za nimi,kiedy do nich doskoczyłem, to skręcili na Nowogard, ale 2 jedzie na Dobrzany,na koszulkach maja emblematy sportowe ,,Lipiany'' trochę jak dla mnie słabe tempo więc macham im pozdrowionko i lecę do przodu, dalej odbijam na Dobrzany i wracam do domu na obiad,mam już 240 km pykam jeszcze raz Żołędowo i Łobez i żona telefonicznie wzywa mnie do domu , bo dzieciaki zabrały klucz...

