Wpisy archiwalne w kategorii

Na urlopie...

Dystans całkowity:2463.49 km (w terenie 19.00 km; 0.77%)
Czas w ruchu:99:55
Średnia prędkość:24.66 km/h
Maksymalna prędkość:55.90 km/h
Liczba aktywności:20
Średnio na aktywność:123.17 km i 4h 59m
Więcej statystyk

Przeminęło z wiatrem...parno i duszno

Piątek, 30 kwietnia 2010 · Komentarze(1)
Zaległy 1 dzień urlopu z 2009 roku...wykorzystałem dziś na jazdę...
Po wczorajszym terenie ciężko było się zwlec z wyra , tym bardziej że pogoda pochmurna, jak się potem okazało, było duszno i to nie tylko moja opinia, ale również nauczycielki , którą spotkałem w lesie z klasą na lekcji przyrody...
Pierwsze 35 km pod wiatr, ale że rano to wiało lekko...
Następne 35 km z wiaterkiem...
Ostatnia trzydziestka wymęczona...
Parno , głodno i zmęczone...rano parę wafelków zarzuciłem pod herbatę i to wszystko...po drodze 1 miętowy cukierek
Kalisz Pomorski - 35 km...
Złocieniec - 70 km...
Lubieszewo - 82 km...
Gudowo - 90 km...
Drawsko Pomorskie - 95 km...
Rundka honorowa przez miasto,i starczy w tym miesiącu, chyba że później mi coś jeszcze odbije z jazdą...
Jeszcze wypad do Netto po wafelki i Colę utwierdził mnie w przekonaniu że nie należę do fan boyów porywistego wiatru...
Tydzień - 254,46 km...

Ponury, mglisty ranek...

Poniedziałek, 6 lipca 2009 · Komentarze(1)
Godzina 5,00 już ruszam na trasę do Żołędowa rozładować stresa przed decydującą rozmową o dalszą moją pracę...kiedy wrócę , znowu wskoczę na rower, pytanie tylko z radości czy z wściekłości...ostatni dzień przymusowego urlopu...
9,30 pani dyrektor nawet się nie pofatygowała,ludzie lubują się w pewnych gierkach, no trudno mniej czasu będzie na jazdę rowerem a więcej spędzę na lataniu za nową pracą...nie ma co się przejmować, zawsze spadam jak kot na 4 łapy..
No więc wsiadłem na rower i heya pod Ciemnik i nawrót, łącznie jeszcze około 70 km pyknąłem...mimo słońca przyjemnie się jechało,bo był chłodny wiatr...

Jak najdzie ochota, to pies kota wychrobota...

Niedziela, 5 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 14,00...w trakcie oglądania Tour de France na Eurosporcie, nachodzi mnie ochota na jazdę, więc taki lajtowy wypadzik do Ziemska poprawił mi humor...i tak trzymać... Piękny finisz i wygrywa Cavendish i mała kraksa przed metą, a za oknem rozpadało się na całego...

Lipcowy poranek - Uriah Heep

Piątek, 3 lipca 2009 · Komentarze(2)
Dawno tak fajnie mi się nie jechało jak dziś, wstałem o 4 rano, 2 kanapki które notabene przywiozłem z powrotem...Chłodny , orzeźwiający wiaterek , rosa na trawie, mgiełki nad łąkami i wynurzające się słońce , tych widoczków mi brakowało...trasa do Chociwela, potem odskok do Mielenka sprawdzić czy już drogę Harcerską dokończyli, ale niestety jeszcze nie i do domu na zasłużony wypoczynek...wieczorem goorala potestuję pod kątem przebijanych dętek, już mam pomysł na lokalizację intruza...
Godzina 13,00 - Nie wytrzymałem i wyskoczyłem za miasto testować goorala, na 4 km do Gudowa flak, ok 4 km wracam pieszo i co się okazuje po oględzinach...klocek hamulca źle przykręcony przetarł dziurę w oponie, no to sobie na niej pojeździłem, szkoda ...Authora była...teraz tylko hamulce wymienić i po kłopocie bo już stare i ostre kanty mają, ale to chyba nie szybko bo brak kasy i praca wisi na włosku, wracam na szosówkę...
Godzina około 20,00 - dopada mnie cykloza, więc jadę w stronę Woliczna, ale tam tłok cofam się na Konotop...tu jest ok...no ale mimo wszystko duszno, ponieważ o tej godzinie jeszcze nie jeździłem , więc nie było źle...i tak z głupia frant w 3 etapach 160 km przejechałem...
Aha i po raz pierwszy pozwoliłem sobie na jazdę bez kasku...

Kolejny wyjazd - kolejny flak...

Czwartek, 2 lipca 2009 · Komentarze(3)
Do trzech razy sztuka, mimo dociekliwych poszukiwań, nie znalazłem co mogło by spowodować te przebicia,sam już nie wiem , o co chodzi...tym razem złapałem kapcia 100m za SKRem, kolejny raz pokleiłem i jeśli tym razem strzeli dętka, to oleję tego goorala...godzina 16,00 testuję go na trasie do Gudowa, 8 km bez zarzutu, od jutra zacznę zwiększać dystans...

Co nas nie zabije...to nas zepchnie na pobocze

Środa, 1 lipca 2009 · Komentarze(0)
Znów przesiadka na szosówkę, trasa do Ińska i nazad...na wysokości Oleszna zza zakrętu wypada kretyn, tak na oko ponad 100/h,zarzuca mu tył a ja w tym czasie ratuję się ucieczką na pobocze, 10 metrów po trawie i udaje mi się rower wyprowadzić na szosę, po debilu tylko kurz został, tyle go widziałem...teraz zrobię zakup dętki do goorala...

Kolejna kicha, tym razem na finiszu...

Wtorek, 30 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Dziś znowu dosiadam goorala i w drogę, ale miękko mi się jedzie, no tak - mało powietrza, więc w Ziemsku zawracam i na SKR podpompować, ooo...teraz czuję że idzie jak burza,ale po wczorajszej kiszce strach gdzieś dalej odskoczyć, więc lecę do Żołędowa, dawno nie byłem na moście, jadę lasem na pole namiotowe , przyjemnie jest się ochłodzić w rzece mokrym ręcznikiem , parno dziś niesamowicie, powrót do domciu na obiad, rower sprawuje się dobrze...godzinka relaksu i w drogę, ale zaczyna grzmieć, w Gudowie łapie mnie deszczyk, taki miły że chłodzi i chce się jeździć, przejeżdżam przez kolonię Mielenko, skręcam na Gudowo i do domu, niezła pętla coś ponad 24 km...jeszcze kółko koło stadionu i ....pssssssss
Na sam finisz złapałem gumę i w dodatku zaczyna już lać, dobrze że nie złapałem kichy gdzieś dalej, jutro idę do sklepu po nową dętkę, pech mnie nie opuszcza a już myślałem że inwestycja w ten rower na jakiś czas zakończona...mhmmm

Niedziela palmowa w Stargardzie Szczecińskim...i rekord

Niedziela, 5 kwietnia 2009 · Komentarze(10)
A rano wyglądało tak że już po 20 km chciałem wracać do domu, bo szykowało się na deszcz, takie szare niemiłe niebo przez parę godzin straszyło...Oj, nie było łatwo, nie było...ale się udało
Nogi bolą , ale jaka ulga , że to już za mną...
Moje ostatnie 7 dni na rowerze...1.269,22 km
Zacząłem skokiem na Chociwel, potem się najarałem na Stargard Szczeciński...na 84 km pod Zachodniopomorską Szkołą Biznesu nawrót, i do domu na obiad, cały Chociwel rozkopany, oj jak zrobią to się pojeździ po tej poszerzonej autostradzie...po obiadku wypad na Kalisz i Złocieniec...znowu marsz po bruku około 1,5 km...mam już grubo ponad 200 km jest około 16,00 i szybka decyzja...próba pobicia dystansu na 300 km...kiedy wyskoczyłem na odkryty teren za Kalisz , wiatr prosto w twarz, pomyślałem sobie wtedy , chyba nici z 3setki, ale jadę dalej...wpadam umordowany do Drawska a tu około 50 km brakuje do 300 km...Pędzę na wylotówkę do Łobza , nawet fajnie się jedzie ale wąsko tu i full aut się kręci, więc pryskam na Węgorzyno, po paru km cofam się bo wiatr nie daje jechać...jeszcze 30 km, zmęczenie daje znać a na wylotowych gdzie się nie ruszę to wiatrzysko w pysk, aż z rowera wyrywa...jadę z powrotem na Ińsko...nawrót i do domu najwyższy czas, bo zmrok zapada a ja bez świateł, śmigam przez miasto jak błyskawica, jest udało się...ponad 300 km...a 3-4 razy już chciałem rezygnować, dobrze że jestem uparty..jutro odpoczynek i do regularnej pracy...moje marzenia na ten rok się spełniły, szybciej niż myślałem, teraz mogę sobie z aparatem pojeździć na ,,bezkrwawe łowy''...a na jesień jak ruszą chłody, może zaryzykuję na 350 km ? Hehehe...
P.S
Przydał by się partner do jazdy, ciągle sam i sam, nie ma nawet do kogo gęby otworzyć...chciał bym pośmigać w grupie , bo to inna technika jazdy...

Rekord w ostatni dzień urlopu...

Piątek, 3 kwietnia 2009 · Komentarze(5)
Nie przejdziemy do historii szumni jak w piosenkach,
Nie będziemy stali w glorii, z rowerami w rękach.
Rozedrgane nasze cienie żółty kurz otuli,
Jak toczące się kamienie z niebotycznej góry.

Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy chwycić w dłonie umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy zapamiętać, że żyć nam przyszło raz...


Parafrazując utwór Klenczona, pojechałem sobie, bo pogoda wymarzona, wiaterek zimny ale nie mroźny, słonecznie i żal że teraz nie mogę wykorzystać urlopu...ale i tak był to jeden z najpiękniejszych urlopów w moim życiu...
CDN...
Etap II...
Jem obiadek i w drogę, przy wyjeździe z miasta na 3 wpycha mi się radiowóz, no panowie policjanci taki przykład dajecie kierowcom ? Z wiadomych względów w realu nie mogłem, bo byście mnie do końca życia umilali życie, więc teraz proszę...

Potem była trasa na Kalisz - Złocieniec - Lubieszewo z tego 1,5 km przemaszerowałem po bruku bo mi rowerka szkoda...
W domu doładowuję prowiant w kieszonki, i dalej na Ińsko - Chociwel - Oleszno zakręt na Konotop , nawrót i do doma...
Kolejny rekord pobity...wow
Złożyło się na to :
Wyśmienita pogoda...dobrze zaopatrzony ,,bufet'' podręczny...regulacja i obniżenie siodełka...oraz myśl że to koniec urlopu...
Muszę przyznać że urlop spędziłem ,,pracowicie'', ale już jutro do pracy solidnie ,,odpocząć''...hehehe

Ostatnie 7 dni na rowerze...1039,74 km