Tylko słonko wyjrzało , ja już na rowerze...pierwszy rzut do skrzyżowania Ińsko , powrót do Ziemska , dalej na Ginawę - odcinek z Drawska do Ginawy należy chyba do najbardziej dziurawych szos w Polsce , dobrze że to tylko kilkanaście km, Wiewiecko i pod Węgorzynkiem Małym spotykam się z Piotrkiem , wracamy do Drawska , on pije kawkę ja herbę ,zmieniam goorala na Gianta i lecimy na Kalisz Pomorski , potem Mirosławiec , parę fot pamiątkowych i kierunek Złocieniec, na wlocie na tę boczną trasę wita nas: 3 dziury z lewej strony , 3 dziury z prawej , dobrze że środkiem był pasek asfaltu , żałuję że nie zrobiłem foty ,może następnym razem...potem z wiatrem do Drawska , odprowadzam koleżkę do rogatek i pędzę do Dzikowa , następnie w Mielenku skręcam na Gudowo i do domu , bo głodny jestem okrutnie...piękny dzionek i dystans , jestem zadowolony...nie ma to jak nieplanowane długie wypady , sam bym zrobił pewnie trochę powyżej 150 km... Gooral - 107,82 km - 6294 km...czas 4,35 Giant - 96,80 km - 8375 km...czas 4,09 Tydzień - 407,49 km...
Dziś z rana wypad na Żołędowo, w tamtą stronę ok...powrót masakra , takie wiatrzysko... Potem cudowanie u Mariusza z nowym licznikiem nic nie dało, sam go przetestuje , kupiłem jeszcze jedną baterię do Sigmy , założyłem i miodzio...dziś mecz Drawa z Gwardią Koszalin, syn gra więc jazdę odpuszczam...
Już od 6,00 rano na nogach...Przymrozek jak w Rosji, zrobiłem 2 postoje bo nie mogłem wytrzymać tak mi zmroziło palce rąk i nóg...tyle dobrego że bezwietrznie , tradycyjnie już do Żołędowa i z powrotem, w sam ogień ulicznego ruchu...na 14,00 do pracy rodacy... Tydzień - 82,42 km
Tym pomordowanym podczas wojny i tym z przed tygodnia , ofiarom katastrofy lotniczej, symbolicznie odpaliłem wirtualne świeczki jako przejechane kilometry...Niesamowita ranna cisza, zero ruchu na ulicach, zero wiatru , tylko pięknie świecące słońce i ja sam na szosie do Toporzyka , skręt na ścieżkę rowerową do Połczyna , nawrót do Złocieńca przez Lubieszewo , Gudowo i Mielenko do domu na obiad , potem wypad autem do Karwic z Jolą i aparatem foto...czas relaksu , no i był bym zapomniał...dziś na gooralu przekroczyłem 6.000 km... 3 godziny później...Pospałem , pojadłem i ruszyłem na krótki wypad do Konotopu, po ciężkim gooralu , Giant mknął jak piórko...30,80 km na szosówce Tydzień - 359,59 km...
Dzisiaj obrałem kierunek Ostrowice a nawet kawałek dalej, fajna trasa , muszę częściej tamte rejony odwiedzać...mocny przymrozek z rana , ale o dziwo do domu wróciłem świeży , jak bym nigdzie nie wyjeżdżał...miłe uczucie nie czuć zmęczenia... Dziś czwartek - dzień gospodarczy , konserwacja i przegląd rowerków...
Za oknem już jasno, pora ruszyć zwłoki,7,20 na rower i przed II zmianą pracy, mały wypad do Żołędowa, mroźne powietrze i duża wilgotność nie odpuszcza ,jak wracałem wyszło słoneczko, jest godzina 11,30 i teraz można w krótkich ciuchach śmigać, w następnym tygodniu mam na rano to po południu jak będzie pogoda wreszcie mniej opatulony pojeżdżę...
W końcu obfite świąteczne śniadanko trzeba spalić...zimno i wiatr to niezbyt miłe wrażenia z jazdy, ale co tam , w końcu co się nie robi dla zdrowia i relaksu... Tydzień - 278,13 km...
Z rana popadało, musiałem ostrożnie jechać bo szosa mokra i niemiły wiatr...pod Ińskiem dla odmiany słonecznie i ostry zimny wiaterek...ciężko się z powrotem jechało, tym bardziej że dokuczała mi lewa nowa wczoraj przebita gwoździem...jestem z lekka zmęczony i lamie mnie spanie, czuję że w najbliższym kwadransie odlecę na 2 godzinki do Morfeusza...