Z Jolą 28 km , aby ją nauczyć jeździć,potem solo do Żołędowa, i już się gorąco zrobiło...a dla mnie to zbyt dokuczliwa pogoda, słabo ostatnio jeżdżę bo pracy full , a wolnego czasu jak na lekarstwo... No nieźle to Jola uchwyciła, jak bym w cyrku woltyżerkę uprawiał...
Około południa wyrwałem wentyl w dętce , szybka wymiana i do Ziemska , powrót i Jola na szosówkę ja na goorala i do Gudowa - Mielenka,była zadowolona więc trzeba to jeszcze powtórzyć, założyłem jej konto na BS , zobaczymy jak pojedzie do końca roku, potem wypad na Żołędowo i na głosowanie...
Tylko słonko wyjrzało , ja już na rowerze...pierwszy rzut do skrzyżowania Ińsko , powrót do Ziemska , dalej na Ginawę - odcinek z Drawska do Ginawy należy chyba do najbardziej dziurawych szos w Polsce , dobrze że to tylko kilkanaście km, Wiewiecko i pod Węgorzynkiem Małym spotykam się z Piotrkiem , wracamy do Drawska , on pije kawkę ja herbę ,zmieniam goorala na Gianta i lecimy na Kalisz Pomorski , potem Mirosławiec , parę fot pamiątkowych i kierunek Złocieniec, na wlocie na tę boczną trasę wita nas: 3 dziury z lewej strony , 3 dziury z prawej , dobrze że środkiem był pasek asfaltu , żałuję że nie zrobiłem foty ,może następnym razem...potem z wiatrem do Drawska , odprowadzam koleżkę do rogatek i pędzę do Dzikowa , następnie w Mielenku skręcam na Gudowo i do domu , bo głodny jestem okrutnie...piękny dzionek i dystans , jestem zadowolony...nie ma to jak nieplanowane długie wypady , sam bym zrobił pewnie trochę powyżej 150 km... Gooral - 107,82 km - 6294 km...czas 4,35 Giant - 96,80 km - 8375 km...czas 4,09 Tydzień - 407,49 km...
Tym pomordowanym podczas wojny i tym z przed tygodnia , ofiarom katastrofy lotniczej, symbolicznie odpaliłem wirtualne świeczki jako przejechane kilometry...Niesamowita ranna cisza, zero ruchu na ulicach, zero wiatru , tylko pięknie świecące słońce i ja sam na szosie do Toporzyka , skręt na ścieżkę rowerową do Połczyna , nawrót do Złocieńca przez Lubieszewo , Gudowo i Mielenko do domu na obiad , potem wypad autem do Karwic z Jolą i aparatem foto...czas relaksu , no i był bym zapomniał...dziś na gooralu przekroczyłem 6.000 km... 3 godziny później...Pospałem , pojadłem i ruszyłem na krótki wypad do Konotopu, po ciężkim gooralu , Giant mknął jak piórko...30,80 km na szosówce Tydzień - 359,59 km...
Gooralem na Gudowo, w Mielenku skręt do Żołędowa i przed brukiem wjazd do lasu, 12 km leśnym duktem w słońcu bez wiaterku to sama radocha, wypadam na nieznanej szosie , okazuje się że to droga Łowicka...aha , więc jestem już na poligonie , wracam z powrotem na szosę Kaliską i tu pssssss...kicha, a ja bez dętki zapasowej, telefon do syna i po pół godzinie jadę do Drawska autem Michała, w samą porę bo lunął deszcz,zmieniam dętkę , jeszcze raz wypad na peryferie miasta i na razie jest ok...zobaczymy jutro... Tydzień - 278,42 km...
W końcu obfite świąteczne śniadanko trzeba spalić...zimno i wiatr to niezbyt miłe wrażenia z jazdy, ale co tam , w końcu co się nie robi dla zdrowia i relaksu... Tydzień - 278,13 km...
Po ponad 6 miesięcznej przerwie znowu wskoczyłem na siodełko...bałem się że nie dam rady pod górki, a poszło lepiej niż myślałem...jestem bardzo happy Założenia na ten rok mam proste...1000 km miesięcznie , zobaczę czy się uda...