Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2008

Dystans całkowity:632.00 km (w terenie 632.00 km; 100.00%)
Czas w ruchu:19:35
Średnia prędkość:27.22 km/h
Liczba aktywności:11
Średnio na aktywność:57.45 km i 2h 26m
Więcej statystyk

Niestety...

Niedziela, 30 listopada 2008 · Komentarze(0)
Niestety...mimo pięknej pogody nie dało się jechać bo szosa była zbyt śliska...tak że bilans kilometrów w miesiącu listopadzie zamykamy cyfrą 632 km...
Razem przejechanych kilometrów 3067...

Znowu w siodełku...

Piątek, 28 listopada 2008 · Komentarze(0)
Znowu w siodełku...po chorobowej absencji znów w trasie...na szosie trochę mokro jeszcze, ale śniegu nie ma, jest ok
Jechałem trochę asekurancko, 1 raz w kasku i tak grubo ubrany, więc się muszę przyzwyczaić, ale jestem zadowolony z 42 km przejechanych do Żołędowa...jutro muszę wziąć aparat i tak teraz wycieczkowo się jeździ...
No tak był bym zapomniał, tradycyjnie już spotkanie z pieskami...jeden mnie obszczekał, drugi w Mielenku wilczur siedział spokojnie na środku szosy, dobrze że przed nim była droga w bok, więc zmieniłem trasę i poleciałem przez kolonię do żołędowa...

Pstryk...

Środa, 12 listopada 2008 · Komentarze(3)
Pstryk i popędził mnie pies, mieszanka Amstafa...ja w długą on za mną...kątem oka widzę 31 na liczniku...oglądam się i pies już na kole z rozdziawionym pyskiem...
Następnie ciemność, ból i szok...leżę rozwalony na ulicy ,cham na zagrodzie widzi i nie udziela mi pomocy ,to samo babsztyl w następnym obejściu...z głowy leje się krew, później założyli mi 5 szwów...gęba zdarta,łokcie i kolana pozdzierane...lewa noga tak boli że nie mogę chodzić...na szczęście mam komórkę...po pół godzinnej jeździe , żona zabiera mnie z trasy autem...
Po opatrzeniu mnie u lekarza i założeniu szwów...wracam na miejsce wypadku...właściciele są w szoku, byli poza domem...
Dochodzimy do ugody...
Odzyskałem straty podartego stroju i pokiereszowanego rowera..
Zdrowia nikt nie wróci...
Teraz zwolnienie i rehabilitacja...
Gęba cała zdarta na maxa, jadę na prochach...
Za parę dni wrzucę foty, pozdrawiam...



I teraz 2 dni po tym wypadku siedzę w domciu i na spokojnie analizuję sytuację która zaistniała...
Wyłania się coraz więcej szczegółów a zarazem jedna tajemnicza i zagadkowa sprawa której na zdrowy rozum nie potrafię wyjaśnić...a mianowicie
Kierunek jazdy i ucieczki przed psem...
A więc ruszam z domu rowerem w stronę Oleszna, mijam Ziemsko i Studnicę, dojeżdżam do głównej trasy Ińsko - Recz, skręcam w lewo i jadę w stronę Stargardu Szczecińskiego, przejeżdżam przez wieś Sulibórz i tu jest pierwszy incydent, przez szosę przechodzi gospodarz za nim biegnie pies, mijam ich rowerem i nagle pies odwraca się i biegnie za mną, dworus nie reaguje, pies mnie gryzie w buta, drę się na niego, wtedy odskakuje a ja jadę dalej...
Przejeżdżam przez następną wioskę Suliborek, miejsce mojego przyszłego koszmaru...mijam ją i pędzę przed siebie aż do ruchliwej autostrady , robię rowerem nawrót i wracam do domu, na liczniku mam około 50 km...
I tu następuje rekonstrukcja wypadku jakim go pamiętam...
Jadąc przez wioskę, słyszę i widzę że na werandzie willi 50 m od szosy biegną dwa psy głośno szczekając, nagle zrywają się w moją stronę, naciskam pedały i próbuję im uciec,wydaje się że odległość jest bezpieczna...
Patrzę na licznik, 31 km na godzinę, oglądam się przez lewe ramię i widzę psa na wysokości tylnego koła mego roweru...
Teraz następuje luka w pamięci...następna scena to
Stoję na poboczu i ocieram krew z twarzy, obok leży rower, z naprzeciwka wychodzi gospodarz, proszę go o wodę by się obmyć, a on mi mówi...
,,Panie ja też mam złego psa i boję się tam iść bo mnie zaatakuje...''
Patrzę na gościa zdziwiony i mówię ,,Co za k....a wioska wściekłych psów''
Facet coś mruczy i cofa się do chałupy...
Z następnej zagrody wychodzi kobieta i patrzy na mnie zdziwiona...mówię jej że zaatakował mnie pies, ona na to ,, No właśnie widzę , że coś tu się stało''
Pytam ją o kierunek drogi do Drawska...pokazuje że w lewo, patrzę na nią zdziwiony i pod nosem mruczę ,,Co ty babo pierdolisz '' ? i ruszam w prawo
Ale kierownica mego górala jest wywinięta w 2 stronę...szczęki hamulcowe zaciśnięte na maxa, po za tym rower wydaje się być nie uszkodzony, zaczynam ją prostować...udaje się, odblokowuję hamulce i mimo że rower piszczy i obciera to jedzie...
Sięgam po telefon komórkowy i macam, oglądam ...jest cały,więc ok
Obracam go w rękach parę minut nie wiedząc co z nim zrobić...jestem cały czas w szoku...w końcu wybieram numer do żony i dzwonię...
Głucha cisza,jest sygnał ale nikt nie odbiera...
Dzwonię do kumpla Mariusza, dzięki którego radom od paru dni mam komórkę na treningach przy sobie..
Jest, odebrał...proszę Go by powiadomił żonę o wypadku i niech mnie odbierze...wsiadam na rower i jadę
Po 2-3 km słyszę za sobą motor, zatrzymuję się i macham ręką na motorzystę...staje i patrzy na mnie zdziwiony...jestem cały zalany krwią i on jako pierwszy który zainteresował się moim stanem zdrowia...dzięki Ci chłopie
Mówi mi że żle jadę do Drawska, więc zdziwiony zawracam i myślę sobie ,,cholera jednak kobieta miała rację'' no trudno w szoku nie myśli się racjonalnie...dojeżdżam do Suliborka mijam pechową willę i tu znów następuje atak przez tego samego psa...Zeskakuję z roweru, zasłaniam się nim i wrzeszczę na psa...ten rezygnuje w końcu a ja wystraszony wskakuję na rower i odjeżdżam od tego przeklętego miejsca...po 15 km dzwoni kumpel i się pyta czy mnie żona odebrała, bo ją powiadomił ? I właśnie w tym momencie zza zakrętu wynurza się samochód mojej żony...Ja szczęśliwy zeskakuję z roweru, i teraz dopiero odpuszcza mnie trochę strach, a zaczyna się ból obitego ciała...
W szpitalu założono mi na głowę 5 szwów, zlikwidowano potężnego krwiaka, mam zdarte oba łokcie i oba kolana, nie mogę ruszać lewą nogą, trochę uszkodzony nos , podbite oko,zdarte palce,rana na głowie w kształcie litery X,podarte spodnie, podrapane ręce, boli mnie mostek, to chyba efekt uderzenia w kierownicę, cała gęba zdarta, ramiona też...boli mnie całe ciało, 2 noce pod rząd nie mogę z bólu spać, żona przy mnie też, ale najgorsze mam już za sobą, teraz chyba będzie już tylko lepiej...ale żyję i dziękuję Bogu za to...
No i właśnie czas na konkluzję...
Jak to się stało że jadąc do Drawska, przez psa goniony byłem w odwrotnym kierunku, nie przypominam sobie abym wykonał jakiś nawrót i po co ?
Chyba tej zagadki już nie uda mi się rozwiązać...
Po opatrzeniu w szpitalu wracamy z żoną na miejsce wypadku i składamy wizytę właścicielom psa...ale to już temat na inne opowiadanie...
Teraz kiedy to sam przeczytałem, zakręciły mi się łzy w oczach, bo zdałem sobie sprawę z grozy całego wypadku...przy tej szybkości na rowerze bijąc gołą głową o asfalt, uciekłem chyba śmierci z pod kosy...niech to szlag...durni nie sieją , sami się rodzą...
Nigdy więcej w trasę bez kasku na głowie..
Już mam nowiutki, przymierzałem przed lustrem, cholera całkiem, całkiem...jeszcze w nim poszaleję po polskich drogach...z tym że oczy muszę mieć dookoła głowy...
499. Prowadzi BIKElog ranking: pkt 0.000 / 5.0 cigane 3015.0 100.0% 23.82

Dzisiaj nie dało się jechać...

Wtorek, 11 listopada 2008 · Komentarze(0)
Dzisiaj nie dało się jechać...cholerny wiatr i poobcierany krok,nic na siłę...To był mój 43 aktywny dzień na góralu z licznikiem...

Mam przeczucie że pewna Joasia nie znudzi się tym blogiem i jak doczyta do tego miejsca to ją serdecznie pozdrawiam, jak również innych Rebelsiaków płci pięknej...hehehe zapraszam kochani w moje cudowne strony...do krainy lasów i łąk,rzek i jezior...odpoczynek gwarantowany...

W tamtą stronę z wiatrem...

Poniedziałek, 10 listopada 2008 · Komentarze(0)
W tamtą stronę z wiatrem...41 km w 1.21,50...z powrotem piekło 3 razy schodziłem gałęzie na drodze i nie czuję tyłka...horror, ale rekord średniej to 30,60...

Mały odpoczynek w Kaliszu Pomorskim i zaraz dalej w drogę...

Kolejna 100...

Niedziela, 9 listopada 2008 · Komentarze(0)
Bardzo dobra jazda pod setkę...powrotne górki zabójcze a wiatr przez 15 km wykończył mnie doszczętnie...jeszcze tak nie dostałem popalić...ale jest ok...speed 28,58...Jestem we wsi Kamienny Most, to wioska za Ińskiem, jedzie się do niej prawie cały czas z górki, za to z powrotem trzeba się nieźle sprężyć,coś nowego...
Zresztą ostatnio już nie jeżdżę na ilość km, jak do tej pory bo nie o to tu chodzi, teraz śmigam na konkretny dystans 82 lub 100 km ,biorąc pod uwagę przyszłoroczne Supermaratony w których chcę wystartować, po za tym dziwnie jeździ się samemu, nie ma konfrontacji z rywalem,to walka z samym sobą...Ale trzeba też zrobić parę wypadów z aparatem foto i uwiecznić tereny po których się śmiga...

Zapomniałem zabrać bidon...

Piątek, 7 listopada 2008 · Komentarze(0)
Zapomniałem zabrać bidon,a to pierwszy grzech śmiertelny kolarza nawet dla takiego amatora jak ja... bardzo silny wiatr, pozacierane uda to wszystko zniechęciło mnie do dzisiejszej jazdy...trudno,czuję też lekkie przemęczenie...jak dzień się zaczyna zgrzytem to wtedy nieszczęścia chodzą parami czyli ja i pech, wolę nie kusić losu, wracam...jutro będzie lepiej...

Kolejny rekord...

Czwartek, 6 listopada 2008 · Komentarze(0)
Dziś kolejny rekord poprawiony, świetnie się jechało, czułem bluesa, to był power,rekord średniej 30,10 po raz pierwszy...i cała trasa o suchym pysku bo bidon został w domu...
A jechałem trasą na Ińsko, po drodze mijałem las w którym w ramach experymentu zostały przewiezione żubry z Puszczy Białowieskiej...



Jest ich tu kilkanaście po półrocznej kwarantannie i dostosowaniu do warunków Ziemi Drawskiej, zostają wypuszczone na wolność, niestety jeden biedak nie przeżył...ale część tej zwierzyny zasiedliła lasy Drawskie, chociaż na wolnej przestrzeni ich nie spotkałem, fakt że są płoche...próbowałem podejść jak najbliżej ale są płoche i uciekają a foty wyszły mi w ruchu na starym aparacie nie najlepiej co można stwierdzić poniżej...
Aha , był bym zapomniał koleżka który stoi obok nazywa się Wilk, co za ironia losu, choć ja nie wyglądam na Czerwonego Kapturka...

41 km zrobiłem w 1.22,22 a 2.50,28...82 km czyli że czas powrotny miałem gorszy o 5,40 sek, trzeba poprawić no i speed max mi spadał w zastraszającym tempie...w ciągu ostatnich 8 dni poprawiłem wynik o około 12,30 min...wow

Cholerna mgła...

Wtorek, 4 listopada 2008 · Komentarze(0)
Cholerna mgła, trzeba kupić odblaski...koło banku baran zajeżdża mi drogę, co za kierowcy...
Po takich niemiłych incydentach miło jest wspomnieć radosne chwile z letnich wojaży turystycznych...

Fatalna jazda...

Poniedziałek, 3 listopada 2008 · Komentarze(0)
Fatalnie się jechało..bez motywacji i otarcia dały znać o sobie...trenowałem jazdę pod górki i całkiem nieźle od 26-29 km...relaks w stronę Ińska...ten amfiteatr w Olesznie widzę niemal codziennie i żal patrzeć jak w oczach marnieje, a przecież tu się oglądało znakomitości polskiego kabaretu jak Jana Pietrzaka czy śpiewało tu Mazowsze...dziś nikt o to nie dba a wojsko do którego należy obiekt i które niezłą kasę na tym bije za dzierżawę poligonu wojskom NATO olewa sprawę całkowicie...Są tu wspaniałe efekty akustyczne , no ale chyba już nie dane nam będzie kontemplować w tym miejscu muzyki, a szkoda...