Już od 6,00 rano na nogach...Przymrozek jak w Rosji, zrobiłem 2 postoje bo nie mogłem wytrzymać tak mi zmroziło palce rąk i nóg...tyle dobrego że bezwietrznie , tradycyjnie już do Żołędowa i z powrotem, w sam ogień ulicznego ruchu...na 14,00 do pracy rodacy... Tydzień - 82,42 km
5,20 rano na rower i do pracy , po 14,00 coś na ruszt i w las...Żołędowo i Karwice to cel dzisiejszego wypadu...powrotny wiatr bez zmian - porywisty...Poszalałem po lasach Karwickich , oj poszalałem, a tyle jeszcze mam ścieżek nieodkrytych... Licznik - 5894 km Bikestats - 5846 km... 48 km różnicy...
Za oknem już jasno, pora ruszyć zwłoki,7,20 na rower i przed II zmianą pracy, mały wypad do Żołędowa, mroźne powietrze i duża wilgotność nie odpuszcza ,jak wracałem wyszło słoneczko, jest godzina 11,30 i teraz można w krótkich ciuchach śmigać, w następnym tygodniu mam na rano to po południu jak będzie pogoda wreszcie mniej opatulony pojeżdżę...