Wpisy archiwalne w miesiącu

Luty, 2009

Dystans całkowity:839.08 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:43:28
Średnia prędkość:19.30 km/h
Maksymalna prędkość:52.90 km/h
Liczba aktywności:14
Średnio na aktywność:59.93 km i 3h 06m
Więcej statystyk

Ostatni dzień lutego...i dobrze

Sobota, 28 lutego 2009 · Komentarze(0)
No więc z samego rana ruszam w rajd po szosach i bezdrożach ostatniego dnia lutego tego roku...

Pierwsza runda do Gudowa, na Suliszewo i nazad...razem 14,97 km dokładnie...
Przy rogatkach miasta jest taki fajny widoczek...

Teraz obieram kierunek na Oleszno, ale na zakręcie czeka na mnie niespodzianka, zarzuca lekko rowerem,ooo nie jadę dalej, jest ślisko...

Zawracam i skręcam w prawo na Młynowo...

Mostek połamany nie zachęca do dalszej jazdy...

Ale krajobraz z boku mówi sam za siebie, prę dalej...

A tutaj to będzie wesoło, tym bardziej że tylne koło zaczyna obcierać o widelec...


No to błoto mam za sobą i ścieżkę zdrowia również, jeszcze tylko wzdłuż torów się przedrę i jestem na miejscu...


Już widzę moją połamano chałupo, i dobrze zaraz poprawię koło i walę na mecz koszykówki...


Zaraz po meczu zamykam halę , krótka rozmowa z Mariuszem, ustawia mi hamulec i daje wskazówki co do koła...więc bez stroju, tak jak stoję jadę teraz odwrotnie niż rano ...
Kawałek za Drawskiem, robię parę fotek...

Już dojeżdżam do Suliszewa, widać zakręt w prawo,na Gudowo...


Widoki i tu są piękne jak na ten mroźny dzień...
Zielono się robi i coraz cieplej...aż się dusza raduje że wiosna nadchodzi...wow



Ta willa jest niesamowita, zbudowana na wzór staropolskiej chałupy, robi wspaniałe wrażenie....

Na końcu tej uliczki jest już zakręt w prawo i do Drawska...

No to już jestem w domu...

Wiosna, wiosna , a bocianów jeszcze nie widać...

A tak na marginesie dodam że w lutym , najkrótszym miesiącu roku, zrobiłem kolejny rekord...14 aktywnych dni, czyli co drugi dzień na siodełku...oby tak dalej...
4322 km gooral wykręcił przy mojej pomocy...

Pechowy dzionek...

Piątek, 27 lutego 2009 · Komentarze(0)
Tnę na próbę w stronę Gudowa, złapałem gumę,już po sprawdzianie ...4 km przejechane - 4 km przemaszerowane...znowu kicha w tym samym miejscu, muszę zlokalizować intruza w oponie...niech to szlag,powietrze zeszło też ze mnie , dziś już mi się nie chce nigdzie jechać, tym bardziej że wiatrzysko chce głowę urwać...JEST, sukinsyn mały drucik tak był umiejscowiony wzdłuż dętki że tylko duży nacisk na niego powodował odchylenie się i przebijanie , 3 razy mnie tak załatwił, i szukałem palcami i nic, a dziś się zasadziłem na drania i wyczaiłem...więc idę po pieczywo do sklepu i znowu robię próbę jazdy na Gudowo...potem do Suliszewa a stamtąd taki wiatr że ledwo do miasta dojechałem, jeszcze pod Gogółczyn, stadion i do domciu...a wieczorem stwierdziłem że szprycha pękła, świeża robota się szykuje...
4262 km całościowo...

Ranny ptaszek...

Czwartek, 26 lutego 2009 · Komentarze(1)
Wreszcie dzień jest dłuższy więc przed 7 już byłem na szosie,tak bez śniadania na rozruszanie mięśni pojechałem do Linowna i z powrotem...teraz małe co nie co na ruszt i dalej w trasę...obieram kierunek Kalisz Pomorski, po drodze muszę zahaczyć o Urząd i podpisać nową umowę na kolejny miesiąc...
Biorę aparat i za mostem zaczynam sesję zdjęciową, na początek żegnamy ziemię Drawską i wkraczamy na terytorium Kalisza Pom....

Dojeżdżam do Pożrzadła Wlk. i skręcam w lewo na Pępówek...

Takie rzeczy to tylko w Polsce kochanej...oto jak we wsi Pożrzadło promuje się sport...składowane drzewo na boisku nikomu nie przeszkadza, no może tylko takiemu kolarzowi jak ja...hehehe

Puszczam gostka przodem niech toruje mi drogę...

Dużego pożytku to z tego ,,pilota''nie miałem, po około kilometrze, nasze drogi się rozjechały...

Tu dopiero jest masakryczna droga, dalej jechać trudno i niebezpiecznie...
Coraz bardziej pachnie mi wiosną, już tak śniegu nie widać...a i rower na tle lasu prezentuje się cool...

Bardzo dobrze się jechało, na ogół na tej trasie nie mam problemów z jazdą, aha świeża robota się przy pedale lewym szykuje, coś stuka...ostatni odpoczynek na przystanku PKS w Mielenku i w drogę...

Jeszcze siedząc na przystanku PKS kontemplowałem chałupę naprzeciwko,kurde jak za króla Ćwieczka, no i ten swojski zapach...a o 19,00 jeszcze 1,5 godziny piłki nożnej zaliczyłem na hali...a co, jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić, nowe wstawić...

No to dzisiaj miałem fuksa, po południu tak się rozpadało , że po śniegu prawie śladu nie ma, ciekawe czy jutro uda się pojeździć, bo zapowiadają ostatnie dwa dni deszczowe...

Żyje się tylko 2 razy...

Wtorek, 24 lutego 2009 · Komentarze(0)
Jak mawiał James Bond...jest 7 rano ,mgła za oknem ,ja na rower, ale tak bez szczególnej chęci...kierunek Łobez, mgła coraz większa, widoczność słaba...przed Zagozdem wyprzedza mnie TIR tak w miarę bezpiecznie, dwa pozostałe jadą za mną...jest ok
Kilometr dalej jedzie auto osobowe a za nim autko dostawcze...dostawca widzi mnie i mimo wszystko wyprzedza jadąc na trzeciego, ja zwalniam i pukam się w kask, pokazując mu że idiota, ledwie palant się zmieścił, wystraszyłem się nie na żarty, zawracam do domu...nie chcę być kolejnym krzyżem na drzewie, głupich nie sieja , sami się rodzą...kto takim kretynom daje Prawo Jazdy ? Zabierać dożywotnio i do kamieniołomów , a nie ludzi po szosach straszyć...godzinę w domu wytrzymałem i znowu na rower, lecę do Gudowa potem w lewo na Suliszewo, do Drawska i dalej na most w Żołędowie,chwila oddechu, łyk kompotu i do domu...na samym przejeździe kolejowym łapię kapcia,ostatnie 3 km prowadzę rower, po drodze mijam chłopaków z Wodociągów, pewnie mają ubaw...ja mniej, zaraz rozebrałem w piwnicy koło i sprawdzam o co panie dzieju chodzi ...tym razem nawalił wentyl, za późno synek podskoczył do sklepu po nowa dętkę, więc dziś nie wymienię...o godzinie 18 jeszcze gram z arabami mecz na hali, jest remis 5:5, a mi kompletnie strzały nie wychodziły, strzeliłem jednego to nie uznali, hehehe, jutro gimnazjada, więc i tak nie miał bym czasu pojeździć, założę nowa dętkę, szosa bardziej doschnie, będzie głód na jazdę, to poszaleję, dziś jeszcze odwiedziła nas Marzena z Łodzi...
...

A mnie to foto...

Poniedziałek, 23 lutego 2009 · Komentarze(0)
Już po 7 byłem na rowerze, mała przejażdżka do Gudowa a potem do Biedronki na rozruszanie kości...cały przemokłem bo od wczoraj pada deszcz, rano mżawka a teraz leje nie na żarty, cały przemoczony napaliłem w piecu i suszę ciuchy...
Za długo to one nie poschły, biorę aparat i ruszam do Żołędowa na sesję zdjęciową...muszę uwiecznić moją najpopularniejszą trasę...

Dojeżdżam do mostku w Dzikowie, pod którym płynie strumień łączący jezioro Lubie z jeziorem Dzikowskim...

Po prawej stronie znajduje się leśniczówka z hotelem, można tu spędzić wymarzone wczasy, raj dla wędkarzy i grzybowiczów...

Teraz największy podjazd w okolicy, w ubiegłym roku kiedy zaczynałem przygodę z rowerem to nie szło pod nią podjechać, teraz nie ma bata, idę jak w dym, trening robi swoje...


I znów po prawej widać Hotel Wojskowy pozostałość po komunie, nadal czynny , a brzydki jak diabli, dla notabli, za nim znajduje się jezioro Jelenie w którym złowiłem trochę ryb, oj złowiłem...

Piękny długi dojazd do wsi Konotop, po obu stronach szosy rozciąga się poligon, największy w Europie...a i ja po nim nieraz pobłądziłem...


Ślicznie odrestaurowany kościółek w Konotopie,za nim w latach 60-tych kręcono tu sceny do filmów ,,Kierunek Berlin '' i ,, Jarzębina Czerwona '' , moi kumple brali udział w scenach jako statyści, przebrani za niemiecką ludność cywilną uciekającymi przed ruskim frontem...

No już niedługo Żołędowo, bo autobus jedzie z Kalisza Pomorskiego...albo z Wałcza

Most betonowy w Żołędowie jako granica dla kajakarzy, dalej płynąć nie można bo to już teren poligonu...bomba w górze , będzie ostre strzelanie...


Pstrykam parę fotek i czas wracać...miło to może i nie było, bo wiatr i deszcz, a błoto pośniegowe nie dało za bardzo jechać, ale dawno nie jechało mi się tak szybko i nie było monotonii...
Na takie czerwone diabły muszę uważać...są niebezpieczni...

To już ostatnie parę kilometrów do domu...jestem przemoczony i lekko zmarznięty, ale takie są uroki zimowych wypadów na rowerze...

Mrożny poranek...druga setka

Sobota, 21 lutego 2009 · Komentarze(0)
Zobaczyć zdziwione gęby kierowców samochodowych zakładających rękawiczki - bezcenne...łza zamarznięta na górnej rzęsie mojego lewego oka - bezcenne...czerwona tarcza słońca zwiastująca silny mróz za hotelem wojskowym - bezcenne...
Nie działające linki od przerzutek, moje zdziwienie...
Zawsze marzyłem żeby się wybrać w mroźny poranek rowerem po szosie przez lasy, no to trafiłem dziś idealnie ,droga momentami lśni od cienkiej warstwy lodu,asfalt czarny a pobocza całe zaśnieżone...ręce kostnieją z zimna więc na przemian chowam je do kieszeni dresów na kilkanaście sekund...Tak przebiegała trasa do Żołędowa i z powrotem, razem około 40 km...O 9,30 muszę iść na halę na mecz piłki ręcznej,potem w drogę...po meczu ruszam ponownie na trasę do Żołędowa tym razem jest cieplej i szosa bardziej przejezdna...wracam na halę bo piłkarze - przeciwnicy Drawy mają korzystać z szatni i pryszniców, z nudów pykam ponad 15 km po hali, piłkarze nie przyjeżdżają i bardzo dobrze... Więc jadę do Gudowa, z powrotem pod stadion i do domku, bo zgłodniałem niemiłosiernie...i pozacierany jestem też do bólu, ale co tam, to już stały element,schudnie dupsko to przestanę się zacierać, liczę że ten sezon będzie przełomowy...dziś przekroczyłem 4000 km i jest już dokładnie 4020 km i ok...

Mniej niż zero...

Piątek, 20 lutego 2009 · Komentarze(0)
Satysfakcji z dzisiejszej jazdy, zasypane szosy śniegiem...

Więc jadę powoli do Gudowa, a szosa jak wymarła, żadnego ruchu, nawet wioska wygląda jak uśpiona...
Robię nawrót i wracam do Drawska, po chwili nawracam i znowu do Gudowa, na dziś starczy,parę fotek i do domu...


Długo w domu nie posiedziałem, po godzinie już byłem na szosie do Gudowa i znowu dwa razy przejechałem, a w tylnej dętce dziura, więc mam robotę z klejeniem..dętkę i oponę zamieniam teraz cała będzie z tyłu a łatana z przodu, zawsze to mniejsze obciążenie, już drugi raz na błocie pośniegowym złapałem flaka.

Tłusty czwartek...pierwsza setka

Czwartek, 19 lutego 2009 · Komentarze(0)
Zarzucam 2 pączki pod herbatę i jadę do Żołędowa, droga znacznie lepsza niż wczoraj...wracam na skromny posiłek, 3 pączek i parę łyków herbaty, trochę kompotu do bidonu i w drogę na Łobez,po drodze przed Zagozdem świeży znicz zapalony pewnie był wypadek, dalej 2 - 3 km tym razem po lewej, krzyż na drzewie, czy ja na cmentarz wjechałem ?A swoja drogą, szkoda mi tych durnych kierowców, potem skręcam na swoje nieszczęście w prawo do Łabędzia...do Suliszewic droga normalna, ale za wioską zaczyna się meksyk, znika asfalt, i teraz zaczyna się jazda po wertepach, momentami tak ślisko, że to cud iż się nie wywaliłem...dojeżdżam do małej wiochy Rynowo i tu dopiero czeka mnie niespodzianka, 2-3 km po kocich łbach, mało głowa mi od tych wibracji nie odpadnie...klnę lecz nie ma wyjścia, jadę dalej, od Łabędzia już normalna szosa lekko mokra, jestem zmęczony i kompot znowu zamarzł...ale już blisko do domu, to dam radę...w końcu ponad 100 km zrobiłem...
3862 km razem przejechane na gooralku...
A wspominałem , że się tradycyjnie w kroku pozacierałem ?

Czarny kot , biały kot...

Środa, 18 lutego 2009 · Komentarze(0)
W Konotopie przy przystanku PKS szary dachowiec przebiegł przez drogę, na szczęście nie był to omen i szczęśliwie dotarłem do domu...Dokładna trasa do Żołędowa wynosi 40,80 km...szosa była z lekka podlodowaciała i jechałem trochę spięty...wywalić się to nie sztuka...z powrotem od Dzikowa do rogatek Drawska, bardzo mocny wiatr, ale grunt że trening się udał...

Bażanty, zwijajcie skrzydła...

Wtorek, 17 lutego 2009 · Komentarze(0)
Wczoraj kupiłem łańcuch, a dziś od rana kombinowałem ,kto mi go zmieni, pojechałem za CPN do gościa co automaty naprawia...zlitował się i kazał pracownikowi wymień, chłop wymienił, a tu jeszcze gorzej się jedzie ...źle go założył i problem, w końcu drugi facet się za to wziął i zrobił jak należy, a dodatkowo tylny widelec wyprostował, z tym że na większych zębatkach jedzie super, ale na 2 najmniejszych spada , więc trzeba go jeszcze podregulować i powinien jeździć jak ta lala... Bardzo mroźna pogoda...i dosyć silny wiaterek, pokręciłem się wkoło miasta, celem sprawdzenia łańcucha, a kiedy wyczaiłem że względnie się jedzie, to wprzód skoczyłem do Żółtego potem do Gudowa i po 12 byłem w domu...3700 km na liczniku...