Ranny ptaszek...
Czwartek, 26 lutego 2009
· Komentarze(1)
Wreszcie dzień jest dłuższy więc przed 7 już byłem na szosie,tak bez śniadania na rozruszanie mięśni pojechałem do Linowna i z powrotem...teraz małe co nie co na ruszt i dalej w trasę...obieram kierunek Kalisz Pomorski, po drodze muszę zahaczyć o Urząd i podpisać nową umowę na kolejny miesiąc...
Biorę aparat i za mostem zaczynam sesję zdjęciową, na początek żegnamy ziemię Drawską i wkraczamy na terytorium Kalisza Pom....

Dojeżdżam do Pożrzadła Wlk. i skręcam w lewo na Pępówek...

Takie rzeczy to tylko w Polsce kochanej...oto jak we wsi Pożrzadło promuje się sport...składowane drzewo na boisku nikomu nie przeszkadza, no może tylko takiemu kolarzowi jak ja...hehehe

Puszczam gostka przodem niech toruje mi drogę...

Dużego pożytku to z tego ,,pilota''nie miałem, po około kilometrze, nasze drogi się rozjechały...

Tu dopiero jest masakryczna droga, dalej jechać trudno i niebezpiecznie...
Coraz bardziej pachnie mi wiosną, już tak śniegu nie widać...a i rower na tle lasu prezentuje się cool...

Bardzo dobrze się jechało, na ogół na tej trasie nie mam problemów z jazdą, aha świeża robota się przy pedale lewym szykuje, coś stuka...ostatni odpoczynek na przystanku PKS w Mielenku i w drogę...

Jeszcze siedząc na przystanku PKS kontemplowałem chałupę naprzeciwko,kurde jak za króla Ćwieczka, no i ten swojski zapach...a o 19,00 jeszcze 1,5 godziny piłki nożnej zaliczyłem na hali...a co, jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić, nowe wstawić...

No to dzisiaj miałem fuksa, po południu tak się rozpadało , że po śniegu prawie śladu nie ma, ciekawe czy jutro uda się pojeździć, bo zapowiadają ostatnie dwa dni deszczowe...
Biorę aparat i za mostem zaczynam sesję zdjęciową, na początek żegnamy ziemię Drawską i wkraczamy na terytorium Kalisza Pom....

Dojeżdżam do Pożrzadła Wlk. i skręcam w lewo na Pępówek...

Takie rzeczy to tylko w Polsce kochanej...oto jak we wsi Pożrzadło promuje się sport...składowane drzewo na boisku nikomu nie przeszkadza, no może tylko takiemu kolarzowi jak ja...hehehe

Puszczam gostka przodem niech toruje mi drogę...

Dużego pożytku to z tego ,,pilota''nie miałem, po około kilometrze, nasze drogi się rozjechały...

Tu dopiero jest masakryczna droga, dalej jechać trudno i niebezpiecznie...
Coraz bardziej pachnie mi wiosną, już tak śniegu nie widać...a i rower na tle lasu prezentuje się cool...

Bardzo dobrze się jechało, na ogół na tej trasie nie mam problemów z jazdą, aha świeża robota się przy pedale lewym szykuje, coś stuka...ostatni odpoczynek na przystanku PKS w Mielenku i w drogę...

Jeszcze siedząc na przystanku PKS kontemplowałem chałupę naprzeciwko,kurde jak za króla Ćwieczka, no i ten swojski zapach...a o 19,00 jeszcze 1,5 godziny piłki nożnej zaliczyłem na hali...a co, jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić, nowe wstawić...

No to dzisiaj miałem fuksa, po południu tak się rozpadało , że po śniegu prawie śladu nie ma, ciekawe czy jutro uda się pojeździć, bo zapowiadają ostatnie dwa dni deszczowe...

