Nowy rekord - Piękna pogoda, trasa i dystans...
Niedziela, 24 maja 2009
· Komentarze(1)
5.45 już na nogach z mocnym postanowieniem podłączenia się pod grupę kolarzy którą widziałem 3 tyg.wcześniej w Stargardzie Szczecińskim...na rozgrzewkę do Konotopu a potem Ińsko - Chociwel - Stargard Szczeciński...jestem przed czasem czyli 9,40 więc skręcam na Nowogard i kręcę się po okolicy, tutaj już ruch większy ale szosa jest cacy, wyśmienita, robię na przystanku śniadanie a ich nie ma...więc ruszam do Nowogardu, zły że nie pojadę w grupie, dopiero później zajarzyłem że to był maraton, a nie luźna grupa kolarzy, no trudno...pogoda jak dla mnie wyśmienita , od rana chłodno i lekki wiaterek... za Maszewem mija mnie samotny kolarz , wymieniamy pozdrowienia, ja laitowo 27-29 a on nieźle ciśnie, postanawiam to sprawdzić no tak 37-39 na liczniku , wytrzymuję takie tempo przez kilkanaście km...potem powoli mi odjeżdża, na koszulce miał ,,Goleniów'' pewnie z klubu gość, ale co to ? przed samym Nowogardem na którymś zakręcie miga mi znajoma sylwetka, naciskam pedały i w samym mieście Go dochodzę, więc nie jest żle z moją kondycją...skręca na Kamień Pom, ja zanim, on chodnikiem ja szosą za miastem zakręcam z powrotem, czas do domu, po 200 km zaczynają mi drętwieć nogi w przyciasnych butach, robię postój i tak jeszcze ze 3 razy, przeklinam te buty, w bidonie skończyła się herbata, jak zwykle wybrałem się bez kasy na wariata...siodełko za bardzo pochylone więc cały ciężar ciała przenosi się na ręce...w Ińsku już na resztkach sił dopadam jeziora, teraz kiedy się opiłem jezioranianki, dostaję kopa...jeszcze raz uzupełniam bidon w moim źródełku i do Dzikowa, zaliczam na finisz górę i do domu...12 godzin jazdy w ,,imadle'' to trochę za dużo...wróciłem do domu poważnie osłabiony, telefon od kumpla że czas grillować, więc idę z Jolą, ona delektuje się Advocatem ja browarkiem, jak mi te piwo smakowało...hehehe

A rano wyglądało tak że już po 20 km chciałem wracać do domu, bo szykowało się na deszcz, takie szare niemiłe niebo przez parę godzin straszyło...Oj, nie było łatwo, nie było...ale się udało
