Wpisy archiwalne w kategorii

Tylko dla orłów 300 ...

Dystans całkowity:916.59 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:34:55
Średnia prędkość:26.25 km/h
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:305.53 km i 11h 38m
Więcej statystyk

Nowy rekord - Piękna pogoda, trasa i dystans...

Niedziela, 24 maja 2009 · Komentarze(1)
5.45 już na nogach z mocnym postanowieniem podłączenia się pod grupę kolarzy którą widziałem 3 tyg.wcześniej w Stargardzie Szczecińskim...na rozgrzewkę do Konotopu a potem Ińsko - Chociwel - Stargard Szczeciński...jestem przed czasem czyli 9,40 więc skręcam na Nowogard i kręcę się po okolicy, tutaj już ruch większy ale szosa jest cacy, wyśmienita, robię na przystanku śniadanie a ich nie ma...więc ruszam do Nowogardu, zły że nie pojadę w grupie, dopiero później zajarzyłem że to był maraton, a nie luźna grupa kolarzy, no trudno...pogoda jak dla mnie wyśmienita , od rana chłodno i lekki wiaterek... za Maszewem mija mnie samotny kolarz , wymieniamy pozdrowienia, ja laitowo 27-29 a on nieźle ciśnie, postanawiam to sprawdzić no tak 37-39 na liczniku , wytrzymuję takie tempo przez kilkanaście km...potem powoli mi odjeżdża, na koszulce miał ,,Goleniów'' pewnie z klubu gość, ale co to ? przed samym Nowogardem na którymś zakręcie miga mi znajoma sylwetka, naciskam pedały i w samym mieście Go dochodzę, więc nie jest żle z moją kondycją...skręca na Kamień Pom, ja zanim, on chodnikiem ja szosą za miastem zakręcam z powrotem, czas do domu, po 200 km zaczynają mi drętwieć nogi w przyciasnych butach, robię postój i tak jeszcze ze 3 razy, przeklinam te buty, w bidonie skończyła się herbata, jak zwykle wybrałem się bez kasy na wariata...siodełko za bardzo pochylone więc cały ciężar ciała przenosi się na ręce...w Ińsku już na resztkach sił dopadam jeziora, teraz kiedy się opiłem jezioranianki, dostaję kopa...jeszcze raz uzupełniam bidon w moim źródełku i do Dzikowa, zaliczam na finisz górę i do domu...12 godzin jazdy w ,,imadle'' to trochę za dużo...wróciłem do domu poważnie osłabiony, telefon od kumpla że czas grillować, więc idę z Jolą, ona delektuje się Advocatem ja browarkiem, jak mi te piwo smakowało...hehehe

Kolejny rekord życiowy pobity nieznacznie...

Niedziela, 3 maja 2009 · Komentarze(5)
Ale sukcesem trzeba się upajać powoli aż do 400 km...choć nie ukrywam że w pewnym momencie podjąłem taką decyzję , że dziś pojadę 400 km, ale powracający Poznaniacy z urlopów wybili mi to z głowy, po południu tłok jak na Marszałkowskiej...zrobiłem jeszcze błąd z nowymi butami i odcierpiałem swoje , bo nogi miałem jak w kajdanach...
Rano już o 5tej byłem na rowerze a tu przykra niespodzianka, niemożliwe zimno...po 35 km chciałem już dać sobie na luz...w końcu po gorącej herbatce ruszyłem do Żołędowa potem na Ińsko, Chociwel i Stargard Szczeciński , tam jem śniadanie i widzę grupę 10-15 kolarzy wyjeżdżających z miasta, wskakuję na rower i pędzę za nimi,kiedy do nich doskoczyłem, to skręcili na Nowogard, ale 2 jedzie na Dobrzany,na koszulkach maja emblematy sportowe ,,Lipiany'' trochę jak dla mnie słabe tempo więc macham im pozdrowionko i lecę do przodu, dalej odbijam na Dobrzany i wracam do domu na obiad,mam już 240 km pykam jeszcze raz Żołędowo i Łobez i żona telefonicznie wzywa mnie do domu , bo dzieciaki zabrały klucz...

Niedziela palmowa w Stargardzie Szczecińskim...i rekord

Niedziela, 5 kwietnia 2009 · Komentarze(10)
A rano wyglądało tak że już po 20 km chciałem wracać do domu, bo szykowało się na deszcz, takie szare niemiłe niebo przez parę godzin straszyło...Oj, nie było łatwo, nie było...ale się udało
Nogi bolą , ale jaka ulga , że to już za mną...
Moje ostatnie 7 dni na rowerze...1.269,22 km
Zacząłem skokiem na Chociwel, potem się najarałem na Stargard Szczeciński...na 84 km pod Zachodniopomorską Szkołą Biznesu nawrót, i do domu na obiad, cały Chociwel rozkopany, oj jak zrobią to się pojeździ po tej poszerzonej autostradzie...po obiadku wypad na Kalisz i Złocieniec...znowu marsz po bruku około 1,5 km...mam już grubo ponad 200 km jest około 16,00 i szybka decyzja...próba pobicia dystansu na 300 km...kiedy wyskoczyłem na odkryty teren za Kalisz , wiatr prosto w twarz, pomyślałem sobie wtedy , chyba nici z 3setki, ale jadę dalej...wpadam umordowany do Drawska a tu około 50 km brakuje do 300 km...Pędzę na wylotówkę do Łobza , nawet fajnie się jedzie ale wąsko tu i full aut się kręci, więc pryskam na Węgorzyno, po paru km cofam się bo wiatr nie daje jechać...jeszcze 30 km, zmęczenie daje znać a na wylotowych gdzie się nie ruszę to wiatrzysko w pysk, aż z rowera wyrywa...jadę z powrotem na Ińsko...nawrót i do domu najwyższy czas, bo zmrok zapada a ja bez świateł, śmigam przez miasto jak błyskawica, jest udało się...ponad 300 km...a 3-4 razy już chciałem rezygnować, dobrze że jestem uparty..jutro odpoczynek i do regularnej pracy...moje marzenia na ten rok się spełniły, szybciej niż myślałem, teraz mogę sobie z aparatem pojeździć na ,,bezkrwawe łowy''...a na jesień jak ruszą chłody, może zaryzykuję na 350 km ? Hehehe...
P.S
Przydał by się partner do jazdy, ciągle sam i sam, nie ma nawet do kogo gęby otworzyć...chciał bym pośmigać w grupie , bo to inna technika jazdy...