Wpisy archiwalne w kategorii

Próba na 200 km...

Dystans całkowity:625.17 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:23:54
Średnia prędkość:26.16 km/h
Maksymalna prędkość:52.70 km/h
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:208.39 km i 7h 58m
Więcej statystyk

Rekord w ostatni dzień urlopu...

Piątek, 3 kwietnia 2009 · Komentarze(5)
Nie przejdziemy do historii szumni jak w piosenkach,
Nie będziemy stali w glorii, z rowerami w rękach.
Rozedrgane nasze cienie żółty kurz otuli,
Jak toczące się kamienie z niebotycznej góry.

Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy chwycić w dłonie umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy zapamiętać, że żyć nam przyszło raz...


Parafrazując utwór Klenczona, pojechałem sobie, bo pogoda wymarzona, wiaterek zimny ale nie mroźny, słonecznie i żal że teraz nie mogę wykorzystać urlopu...ale i tak był to jeden z najpiękniejszych urlopów w moim życiu...
CDN...
Etap II...
Jem obiadek i w drogę, przy wyjeździe z miasta na 3 wpycha mi się radiowóz, no panowie policjanci taki przykład dajecie kierowcom ? Z wiadomych względów w realu nie mogłem, bo byście mnie do końca życia umilali życie, więc teraz proszę...

Potem była trasa na Kalisz - Złocieniec - Lubieszewo z tego 1,5 km przemaszerowałem po bruku bo mi rowerka szkoda...
W domu doładowuję prowiant w kieszonki, i dalej na Ińsko - Chociwel - Oleszno zakręt na Konotop , nawrót i do doma...
Kolejny rekord pobity...wow
Złożyło się na to :
Wyśmienita pogoda...dobrze zaopatrzony ,,bufet'' podręczny...regulacja i obniżenie siodełka...oraz myśl że to koniec urlopu...
Muszę przyznać że urlop spędziłem ,,pracowicie'', ale już jutro do pracy solidnie ,,odpocząć''...hehehe

Ostatnie 7 dni na rowerze...1039,74 km

Kolejny rekord życiowy pobity...

Poniedziałek, 30 marca 2009 · Komentarze(5)
Pogoda niepewna, ale w miarę bez wietrznie...pomykam na Żołędowo,wracam pod rampę wojskową i tnę na Ińsko...około 10,00 wyłazi niemrawie słoneczko...mijam Ińsko,Chociwel i wpadam na wylotową do Nowogardu...piękna szosa...ale przez 2-3 km, dalej polskie drogi, dziura na dziurze i full ciężarówek pcha się tędy do pobliskiej żwirowni...robię nawrót i z powrotem już jestem na drodze do Kamiennego Mostu...cichutko tu, szosa jak talerz, autko śmignie raz na pół godziny, więc gdzie ja indziej szukam wrażeń ?
Obliczyłem , że od mojej chawiry do Chociwela i z powrotem jest ponad 100 km...i na tym odcinku mija mnie dosłownie około 10-15 samochodów...żyć nie umierać...
Słońce grzeje coraz bardziej, a ja już wiem że znowu będę w taką pogodę próbował nieźle pojeździć, tym bardziej że liczyłem jakieś ponad 2.ooo km zrobić w tym miesiącu, może się uda, jeszcze tydzień urlopu mi został, to skończy się bicie rekordów...
160 km na liczniku i zajeżdżam do domciu na obiadek, o 14,30 ruszam dalej...zaliczam Gawroniec i na dziś starczy
Przyznam szczerze że ta przerwa żle na mnie wpłynęła, tę 2 setkę z marszu lepiej bym pyknął, a pogoda była dziś wymarzona...może to już prawdziwa wiosna ?

Nowy rekord życiowy...

Czwartek, 26 marca 2009 · Komentarze(10)
Na rozgrzewkę do SKR dopompować koła kompresorem,potem w ramach porannej wycieczki do Żołędowa...i pierwszy etap podróży za mną...Tak z głupia frant pykam rano 40 km, wracam na posiłek i w drogę, trochę się ociepliło więc narzucam tempo,wpadam w rytm i na prostej udaje mi się momentami jechać 40 km na godzinę...zaczyna mi się ta szosówka podobać...kiedy mam około 100 km na liczniku pogarsza się gwałtownie pogoda, wyjeżdżam ze spokojnej trasy prosto w kocioł samochodowy...10 km męczarni i trochę strachu, jada jak wariaci, chyba próbują mi zerwać rękawy z koszulki i zaliczam 3 wymuszenia, trasa dziurawa jak diabli, prędzej stąd uciekać bo to koszmar nie jazda, po około 10 km skręcam na Storkowo i od razu ciszej...głupio tak kończyć jak się dobrze jedzie,więc pędzę dalej, stary rekord z przed paru dni już nieaktualny a do domu około 25 kilosów...nareszcie jestem...jem obiadek, rzut oka na licznik i zegarek, jest 15,30 i około 30 km brakuje mi do 200...szkoda czasu a druga taka okazja może się długo nie trafić...jadę

Na finiszu mam dokładnie 201,55 km...czuję się bosko, kto tyle przejechał , ten wie o czym piszę...bolą mnie ręce i nogi, boli mnie całe ciało, ale nikt nie mówił że będzie łatwo...hehehe
Z wrażenia chyba nie odfajkowałem trasy co ni mniejszym czynię...Drawsko - Żołędowo - Oleszno - Ińsko - Chociwel - Storkowo - Ińsko - Ziemsko - Złocieniec i chawira...Dziś leje i kicha z wyjazdu, wczoraj już wisiało w powietrzu wielkie lanie, więc tym bardziej się cieszę , że się udał ten nieplanowany wypad po rekord