Od samego startu pech, a to nie mogłem wafli otworzyć, a to śmieciara mnie ochlapała...i tak wkoło...82 km, czas 3.07,40...wiatr jak diabli...z różnych powodów 4 razy schodziłem z siodełka, ...Dzisiaj nowe ciuszki z długim rękawem nadeszły...będzie się działo... 2431 km i takim dystansem zakończyłem październik...
A więc pogoda deszczowa i paskudny ziąb, jadę po raz pierwszy w dresie i nieświadomy że jak przemoknie to jest to balast dodatkowych kilogramów...do tego letnie buty, płacę frycowe za własną głupotę, ale ten rowerowy trening mi się podoba...co dzień nowe wyzwania, i poznaję nareszcie swoje własne okolice, nigdy nie miałem na to czasu,krajobraz z pułapu siodełka rowerowego ma swoje uroki, tylko gdzie ja tak się spieszę ? Trzeba częściej zabierać ze sobą aparat fotograficzny i utrwalać na nim ulotne pięknie przeżyte chwile...kiedy jadę tak przez lasy z mp3 na uszach to odcinam się od świata zewnętrznego, ja, rower, muza i widoki...nawet ten deszcz nie jest straszny...wróciłem zmoczony i przemarznięty...pokonałem dystans 41 km,czas 1.30,40 Po raz pierwszy w czarnych spodniach dresowych, jak nasiąkły na deszczu to dodatkowy balast wiozłem ze sobą...brudny, zmarznięty i szczęśliwy...coś tam dokonałem, przełamałem własne słabości, i dobrze się czuję...po raz pierwszy rower nie jest dla mnie przymusem jak kiedyś kiedy ojciec zabierał mnie i brata na grzyby i jagody do lasu właśnie w te okolice...dziś to jest przyjemność... Tak, to tam w lasach za mną jest zatrzęsienie grzybów i jagód, tu w większości spędziłem swoją młodość i dzieciństwo, to te okolice pokochałem z wzajemnością , nigdy mnie nie zawiodły, zawsze mi dostarczają niezapomnianych wrażeń estetycznych...
A na tej rzece latem i zimą łapię i łapałem ryby...cudowne miejsce...to tutaj facet z Poznania łowił swoje życiowe szczupaki, to tutaj odciął z wędki szczupaka bo stwierdził że nie ma szans na jego złowienie... Ech moja piękna,uroczo fascynująca rzeka Drawa najczystsza rzeka w Polsce...
12 czas na Kołobrzeg na 82 km...to dobrze rokujący wynik, no i pierwsza wywrotka przy nawrocie...połamałem okulary...zimno i wiatr...poczułem prawdziwe zmęczenie...
Wielki wyścig...80 km ,czas 3.05.20. a potem 120 km 4.39.30.pięknie uczczony Dzień Nauczyciela...kolejny wyczyn to cała jazda non stop bez odpoczynku,a o 17,00 impreza u Adama nad rzeką...hulanki, tańce i swawole, balanga do 1 w nocy, rano pierwszy kac od wielu, wielu lat...A potem 2 tygodnie przerwy a to rower szwankuje a to pogoda...
Po turnieju siatkówki nagły wypad po 16,00 na trasę, nowość bo przez Studnicę ,Ińsko i powrót przed 19.00...zapadał zmrok ,ledwo się wyrobiłem, ale był odjazd...i non stop bez odpoczynku po raz pierwszy...
Ruszam do Żołędowa,nawrót na betonowym moście i hajda z powrotem teraz zmiana trasy i lecę za Studnicę...powrót do domu i na liczniku 102 kilosy, a wiec ok jestem zadowolony...