Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2009

Dystans całkowity:1077.39 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:40:59
Średnia prędkość:26.29 km/h
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:89.78 km i 3h 24m
Więcej statystyk

Zimny lipcowy poranek...godzina 4,55

Czwartek, 30 lipca 2009 · Komentarze(0)
Już o tej porze byłem na siodełku, pobudka wczesna jak mawia nasza miła Bikergonia i tu pozdrawiam kolarke...kurs do Kamiennego Mostu z małymi odskokami i powrót w silnym wietrze, ale rano jedzie się w chłodku i jest niesamowicie cicho, w mieście po za policją nie widać nikogo, mijam miasto duchów i wypadam na wylotową w lekkich promykach słoneczka...wróciłem głodny jak wilk, i 5 jaj wsunąłem jak nic, własne pozacierałem, poprawiłem Grześkiem i jabłkiem...

W silnych porywach wiatru...

Wtorek, 14 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 4,30 na nogach i start...Żołędowo - Chociwel - Gudowo,jak zwykle zabrałem 2 kanapki i oczywiście przywiozłem z powrotem, a kompot z czereśni smakował wyśmienicie...już od rana wiatrzysko hulało, ale po 80 km to już się zrobiło paskudnie, idzie burza...
I tu mała ciekawostka, wczoraj wieczorem się ważyłem...89 kg , a dziś po jeździe 88 kg...no ale zaraz nadrobię...
Rzecz najważniejsza...przekroczyłem 6033 km na Giancie bez jakichkolwiek awarii czy kosztów, oby tak dalej...

Z samego ranka...

Wtorek, 7 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 4,30...bez zbytniego pośpiechu jadę do Suliszewa , potem nawrót na skrzyżowanie Ińskie i z powrotem, parę spraw do załatwienia w szkole i rejestracja , zakupy i chwila wolnego czasu...

Ponury, mglisty ranek...

Poniedziałek, 6 lipca 2009 · Komentarze(1)
Godzina 5,00 już ruszam na trasę do Żołędowa rozładować stresa przed decydującą rozmową o dalszą moją pracę...kiedy wrócę , znowu wskoczę na rower, pytanie tylko z radości czy z wściekłości...ostatni dzień przymusowego urlopu...
9,30 pani dyrektor nawet się nie pofatygowała,ludzie lubują się w pewnych gierkach, no trudno mniej czasu będzie na jazdę rowerem a więcej spędzę na lataniu za nową pracą...nie ma co się przejmować, zawsze spadam jak kot na 4 łapy..
No więc wsiadłem na rower i heya pod Ciemnik i nawrót, łącznie jeszcze około 70 km pyknąłem...mimo słońca przyjemnie się jechało,bo był chłodny wiatr...

Jak najdzie ochota, to pies kota wychrobota...

Niedziela, 5 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 14,00...w trakcie oglądania Tour de France na Eurosporcie, nachodzi mnie ochota na jazdę, więc taki lajtowy wypadzik do Ziemska poprawił mi humor...i tak trzymać... Piękny finisz i wygrywa Cavendish i mała kraksa przed metą, a za oknem rozpadało się na całego...

Lipcowy poranek - Uriah Heep

Piątek, 3 lipca 2009 · Komentarze(2)
Dawno tak fajnie mi się nie jechało jak dziś, wstałem o 4 rano, 2 kanapki które notabene przywiozłem z powrotem...Chłodny , orzeźwiający wiaterek , rosa na trawie, mgiełki nad łąkami i wynurzające się słońce , tych widoczków mi brakowało...trasa do Chociwela, potem odskok do Mielenka sprawdzić czy już drogę Harcerską dokończyli, ale niestety jeszcze nie i do domu na zasłużony wypoczynek...wieczorem goorala potestuję pod kątem przebijanych dętek, już mam pomysł na lokalizację intruza...
Godzina 13,00 - Nie wytrzymałem i wyskoczyłem za miasto testować goorala, na 4 km do Gudowa flak, ok 4 km wracam pieszo i co się okazuje po oględzinach...klocek hamulca źle przykręcony przetarł dziurę w oponie, no to sobie na niej pojeździłem, szkoda ...Authora była...teraz tylko hamulce wymienić i po kłopocie bo już stare i ostre kanty mają, ale to chyba nie szybko bo brak kasy i praca wisi na włosku, wracam na szosówkę...
Godzina około 20,00 - dopada mnie cykloza, więc jadę w stronę Woliczna, ale tam tłok cofam się na Konotop...tu jest ok...no ale mimo wszystko duszno, ponieważ o tej godzinie jeszcze nie jeździłem , więc nie było źle...i tak z głupia frant w 3 etapach 160 km przejechałem...
Aha i po raz pierwszy pozwoliłem sobie na jazdę bez kasku...