Na rozgrzewkę do SKR dopompować koła kompresorem,potem w ramach porannej wycieczki do Żołędowa...i pierwszy etap podróży za mną...Tak z głupia frant pykam rano 40 km, wracam na posiłek i w drogę, trochę się ociepliło więc narzucam tempo,wpadam w rytm i na prostej udaje mi się momentami jechać 40 km na godzinę...zaczyna mi się ta szosówka podobać...kiedy mam około 100 km na liczniku pogarsza się gwałtownie pogoda, wyjeżdżam ze spokojnej trasy prosto w kocioł samochodowy...10 km męczarni i trochę strachu, jada jak wariaci, chyba próbują mi zerwać rękawy z koszulki i zaliczam 3 wymuszenia, trasa dziurawa jak diabli, prędzej stąd uciekać bo to koszmar nie jazda, po około 10 km skręcam na Storkowo i od razu ciszej...głupio tak kończyć jak się dobrze jedzie,więc pędzę dalej, stary rekord z przed paru dni już nieaktualny a do domu około 25 kilosów...nareszcie jestem...jem obiadek, rzut oka na licznik i zegarek, jest 15,30 i około 30 km brakuje mi do 200...szkoda czasu a druga taka okazja może się długo nie trafić...jadę
Na finiszu mam dokładnie 201,55 km...czuję się bosko, kto tyle przejechał , ten wie o czym piszę...bolą mnie ręce i nogi, boli mnie całe ciało, ale nikt nie mówił że będzie łatwo...hehehe Z wrażenia chyba nie odfajkowałem trasy co ni mniejszym czynię...Drawsko - Żołędowo - Oleszno - Ińsko - Chociwel - Storkowo - Ińsko - Ziemsko - Złocieniec i chawira...Dziś leje i kicha z wyjazdu, wczoraj już wisiało w powietrzu wielkie lanie, więc tym bardziej się cieszę , że się udał ten nieplanowany wypad po rekord
Do dwustu się zbliżałem (170) i to kwestia psychiki jest. Fizycznie po 100 kilometrach to niewiele nam może zaszkodzić. Nie mam niestety szosówki i śmigam góralem, może zmienię opony to się gdzieś wybierzemy ?
Gratulacje! Pierwsza dwusetka w życiu i ze świetną średnią! No i dołączyłeś do "eksluzywnego" ;) grona tegorocznych marcowych dwusetkowiczów. Jest nas - jeśli dobrze liczę - zaledwie pięciu. Mało kto o tej porze roku jeździ dwusetki... ;)