Niestety, nie można uczciwie pojeździć, ślizga się i już starość mu wyłazi, trzeba jutro kupić nowy...to jedyna rzecz w tym Shimano która nie została jeszcze wymieniona...Szosuje się coraz fatalniej, zima nie odpuszcza, zrobiłem 40 km ale śnieg po oczach sypał, to nie jazda...wieczór nastał, mróz złapał, oj ta zima tak szybko nie odpuści...chyba uczciwie to dopiero w marcu pojeżdżę, trudno...
Wstaję rano, lookam za okno a tam biało...niedobrze , mimo to zakładam ciuchy i kręcę się koło domu, w końcu jadę do Gudowa, śnieg na szosie...zawracam i jeszcze jedno podejście do Gudowa pomykam...teraz lecę przez miasto sprawdzić wylot na Kalisz Pomorski tym bardziej że śnieg topnieje i robi się coraz czarniej na szosie...krótka decyzja i pędzę do Żołędowa...jedzie się ganc tylko rower cały oblepiony błotem i śniegiem...dodatkowe kilogramy nie ułatwiają mi jazdy ...po 3 godzinach finisz 1 etap mam za sobą i 63 km zrobione...2 etapu nie było bo tylne koło ostro obciera o hamulce i trzeba je wycentrować...pech rowerowy mnie nie opuszcza, próbowałem napompować szosówkę...tylne koło fuksem 3 dni temu się udało, a przedniego za groma nie mogę...ta pompka trefna, czy ja nie mam pojęcia...już mnie szlag trafia...2 rowery w piwnicy w tym jeden nowy i na żadnym nie jeżdżę, bo zawsze coś...oh my god, no i okazało się że pompka dziadowska urwaliśmy z Michałem wentyl. świeży wydatek... Powiem krótko, nigdy więcej jazdy na brei szosowej,moja wina bo trzeba było szprychy podokręcać, a tak przez głupotę, siedzę tydzień w domu...no i jest dobra wiadomość...nadeszły pedały do szosówki... Dzisiaj jest 14 Walentynki a ja dalej siedzę, a za oknami hula zima...jeszcze trochę posypie i zaspy nie pozwolą wyjść z domu...ale dziś mi koło scentrował, maszyna gotowa do jazdy, pogoda nie...
Tak w ramach sprawdzenia poprawności sklejonej dętki, trochę się pokręciłem wieczorem koło domu, a że wyszło 10 km to jest ok, ale ten zimny wiatr jest paskudny...
Rano o 8,30 stwierdziłem brak powietrza w tylnym kole...napompowałem i w trasę do Łobza...z wiatrem i bez przekłamań licznika, po 2 dniach i resecie wrócił do normy całkiem fajnie się jechało...z powrotem koszmar...powietrze schodziło, wiatr momentami nie pozwolił jechać, no i herbata w bidonie zamarzła...hehehe A więc dokładnie do Łobza jest 22,30 km, a w obie strony 43,11 i tego się będę trzymał... Więc po obiadku, sklejam dętkę i tak na próbę parę km trzeba zrobić... Cholera, przeterminowany klej i nic z tego klejenia nie wyszło, 2 godziny kombinowałem na hali z klejeniem i lipa, no nic jutro kupię i pokleję i tak szaleje wicher mroźny,to z jazdy raczej nici...jeszcze te plastikowe pompki, co za gnioty, coś za często mi ten góral szwankuje...skończy się w końcu ten pech ? w dodatku tradycyjnie już jestem obolały na dupsku... Oooo i to jest dobre zakończenie...Ogólnie jestem zadowolony, nie myślałem że w zimie pojeżdżę i to w styczniu wyrwać zimie około 400 km to całkiem przyzwoita liczba...