Pierwszy dzień lutego...
Niedziela, 1 lutego 2009
· Komentarze(1)
Rano o 8,30 stwierdziłem brak powietrza w tylnym kole...napompowałem i w trasę do Łobza...z wiatrem i bez przekłamań licznika, po 2 dniach i resecie wrócił do normy całkiem fajnie się jechało...z powrotem koszmar...powietrze schodziło, wiatr momentami nie pozwolił jechać, no i herbata w bidonie zamarzła...hehehe
A więc dokładnie do Łobza jest 22,30 km, a w obie strony 43,11 i tego się będę trzymał...
Więc po obiadku, sklejam dętkę i tak na próbę parę km trzeba zrobić...
Cholera, przeterminowany klej i nic z tego klejenia nie wyszło, 2 godziny kombinowałem na hali z klejeniem i lipa, no nic jutro kupię i pokleję i tak szaleje wicher mroźny,to z jazdy raczej nici...jeszcze te plastikowe pompki, co za gnioty, coś za często mi ten góral szwankuje...skończy się w końcu ten pech ? w dodatku tradycyjnie już jestem obolały na dupsku... Oooo i to jest dobre zakończenie...Ogólnie jestem zadowolony, nie myślałem że w zimie pojeżdżę i to w styczniu wyrwać zimie około 400 km to całkiem przyzwoita liczba...
A więc dokładnie do Łobza jest 22,30 km, a w obie strony 43,11 i tego się będę trzymał...
Więc po obiadku, sklejam dętkę i tak na próbę parę km trzeba zrobić...
Cholera, przeterminowany klej i nic z tego klejenia nie wyszło, 2 godziny kombinowałem na hali z klejeniem i lipa, no nic jutro kupię i pokleję i tak szaleje wicher mroźny,to z jazdy raczej nici...jeszcze te plastikowe pompki, co za gnioty, coś za często mi ten góral szwankuje...skończy się w końcu ten pech ? w dodatku tradycyjnie już jestem obolały na dupsku... Oooo i to jest dobre zakończenie...Ogólnie jestem zadowolony, nie myślałem że w zimie pojeżdżę i to w styczniu wyrwać zimie około 400 km to całkiem przyzwoita liczba...

