3601 km...

Środa, 4 lutego 2009 · Komentarze(0)
Wstaję rano, lookam za okno a tam biało...niedobrze , mimo to zakładam ciuchy i kręcę się koło domu, w końcu jadę do Gudowa, śnieg na szosie...zawracam i jeszcze jedno podejście do Gudowa pomykam...teraz lecę przez miasto sprawdzić wylot na Kalisz Pomorski tym bardziej że śnieg topnieje i robi się coraz czarniej na szosie...krótka decyzja i pędzę do Żołędowa...jedzie się ganc tylko rower cały oblepiony błotem i śniegiem...dodatkowe kilogramy nie ułatwiają mi jazdy ...po 3 godzinach finisz 1 etap mam za sobą i 63 km zrobione...2 etapu nie było bo tylne koło ostro obciera o hamulce i trzeba je wycentrować...pech rowerowy mnie nie opuszcza, próbowałem napompować szosówkę...tylne koło fuksem 3 dni temu się udało, a przedniego za groma nie mogę...ta pompka trefna, czy ja nie mam pojęcia...już mnie szlag trafia...2 rowery w piwnicy w tym jeden nowy i na żadnym nie jeżdżę, bo zawsze coś...oh my god, no i okazało się że pompka dziadowska urwaliśmy z Michałem wentyl. świeży wydatek...
Powiem krótko, nigdy więcej jazdy na brei szosowej,moja wina bo trzeba było szprychy podokręcać, a tak przez głupotę, siedzę tydzień w domu...no i jest dobra wiadomość...nadeszły pedały do szosówki...
Dzisiaj jest 14 Walentynki a ja dalej siedzę, a za oknami hula zima...jeszcze trochę posypie i zaspy nie pozwolą wyjść z domu...ale dziś mi koło scentrował, maszyna gotowa do jazdy, pogoda nie...




Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa upach

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]