Wpisy archiwalne w kategorii

Na urlopie...

Dystans całkowity:2463.49 km (w terenie 19.00 km; 0.77%)
Czas w ruchu:99:55
Średnia prędkość:24.66 km/h
Maksymalna prędkość:55.90 km/h
Liczba aktywności:20
Średnio na aktywność:123.17 km i 4h 59m
Więcej statystyk

Lepiej póżno niż wcale...

Czwartek, 2 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Parę spraw w mieście załatwiłem...i o 11,00 ruszyłem w trasę,a na trasie ekipy drogowe remontują nam drogi całą mocą przerobową...oto scenka rodzajowa którą przyczaiłem...
Samochód drogowców , za nim 2 słownie dwóch pracowników, jeden nabrał na łopatę coś czarnego co dumnie nazywamy wszyscy asfaltem, nie mylić z murzynem i rzucił to coś do dziury w szosie pełnej wody...pierwszy efekt, woda się rozchlapała na boki, teraz do akcji wkroczył 2 fachowiec, rozgarnął i wyrównał nogą tę czarną breję...przyklepał, zapalili i po robocie...odpalili auto i pojechali dalej remontować drogi, mimo iż obok zostało jeszcze 4-5 podobnych o różnej zawartości wody...chwilę później przejechał po tym TIR i połowę tego szajsu zabrał na swoje koła...o złodziejstwo Go nie podejrzewam, leżało, samo się przykleiło to i wziął..
Panowie kibice piłkarscy, śpijcie spokojnie...autostrady na Euro 2012 powstaną na czas, przy tak sprawnej drogówce to pomożemy przy drogach na Ukrainie...
Ostatnie 7 dni jazdy na rowerze...1024 km...

Nas ne dogoniat...

Wtorek, 31 marca 2009 · Komentarze(1)
Dziś turystycznie...
Oleszno - 8 km...
Skrzyżowanie - 33 km...
Ińsko - 42 km...
Chociwel - 57,43 km...
Dom - 113,94 km...
Małe co nieco na ruszt i ruszam jeszcze parę km zrobić...taka piękna pogoda
Poleciałem z aparatem jeszcze na jezioro Kreda,Żołędowo i do Karwic obfotografować pałac...robi wrażenie...
Dzisiaj jechałem na luzie , turystycznie...



Cholera, nawet udało się przekroczyć wymarzony limit 2.ooo km i już na szosówce zrobiłem ponad 800 km...żyje się raz
Najdziwniejsze że po za piekącą dupencją, moim największym problemem, nie czuję się zmęczony, nie mam zakwasów,nie miewałem kryzysów energetycznych...cały czas fajnie mi się jeździ i następnego dnia cieszę się że znów mogę pośmigać...hehehe

Kolejny rekord życiowy pobity...

Poniedziałek, 30 marca 2009 · Komentarze(5)
Pogoda niepewna, ale w miarę bez wietrznie...pomykam na Żołędowo,wracam pod rampę wojskową i tnę na Ińsko...około 10,00 wyłazi niemrawie słoneczko...mijam Ińsko,Chociwel i wpadam na wylotową do Nowogardu...piękna szosa...ale przez 2-3 km, dalej polskie drogi, dziura na dziurze i full ciężarówek pcha się tędy do pobliskiej żwirowni...robię nawrót i z powrotem już jestem na drodze do Kamiennego Mostu...cichutko tu, szosa jak talerz, autko śmignie raz na pół godziny, więc gdzie ja indziej szukam wrażeń ?
Obliczyłem , że od mojej chawiry do Chociwela i z powrotem jest ponad 100 km...i na tym odcinku mija mnie dosłownie około 10-15 samochodów...żyć nie umierać...
Słońce grzeje coraz bardziej, a ja już wiem że znowu będę w taką pogodę próbował nieźle pojeździć, tym bardziej że liczyłem jakieś ponad 2.ooo km zrobić w tym miesiącu, może się uda, jeszcze tydzień urlopu mi został, to skończy się bicie rekordów...
160 km na liczniku i zajeżdżam do domciu na obiadek, o 14,30 ruszam dalej...zaliczam Gawroniec i na dziś starczy
Przyznam szczerze że ta przerwa żle na mnie wpłynęła, tę 2 setkę z marszu lepiej bym pyknął, a pogoda była dziś wymarzona...może to już prawdziwa wiosna ?

100 - Cztery wesela i pogrzeb...

Sobota, 28 marca 2009 · Komentarze(0)
Kilometrów deko więcej, a o 13,00 mam pogrzeb znajomego...Dziś nowa trasa,Drawsko - Połczyn - Redło - Świdwin - Łabędzie i dom...
95 aktywnych dni na rowerze...Koło Toporzyka wpadam na ścieżkę rowerową, jest mokra i miejscami są duże kałuże i błoto spływające z pola, cholera jak zawaliłem sobie rower, cały w błocie, będę miał w domu myjkę, jak ta lala..Przed Świdwinem zjeżdżam z ostrej górki...lecę już ponad 40 km/h , osobowe za mną wcale nie kwapią się mnie wymijać, i bardzo dobrze...dopiero teraz widzę że to ser szwajcarski a nie asfalt, na wyhamowanie za późno...odbijam na środek szosy i zaczyna się slalom między dziurami...jestem naprawdę wystraszony, na szczęście nie wpadam w żadną, bo skończyło by się to naprawdę źle...jeszcze jedna nauczka żeby na dziewiczym terenie bez rozpoznania nie szaleć...całe życie człowiek się uczy,w samym mieście wjeżdżam w jednokierunkową, na szczęście nie ma glin a ja umykam na chodnik...mylę jeszcze trasę wylotową i dopiero koło pomnika lotników orientuję się gdzie jestem, nie spodziewałam się w sobotę takiego ruchu w mieście, wypadam za miasto i tam kolejna niespodzianka...wiatrzysko na pagórkowatym terenie prosto w twarz i całą niemal trasę mam do domu pod górkę niemal przez 30 km...2 razy schodziłem z roweru przy bardzo silnych podmuchach bo nie miałem już sił pod te góry się na siłę pchać...no i przez całą setkę miałem ogień koło tyłka od siodełka, dopiero przy 60 km trochę odpuściło...dzisiaj już zmieniłem siodełko na żelowe z goorala, bo tamte już mam opracowane...i to by było na tyle dzisiaj, do zobaczenia i do usłyszenia jutro na trasie...komentował dla państwa B.Tomaszewski...hehehe
P.S
W tej chwili jest 21,00 i na dworze leje jak z cebra, jak szosy do rana nie przeschną , to jutro odpuszczam...amen

Odpoczynek wojownika...

Piątek, 27 marca 2009 · Komentarze(0)
Rano lookam w okno a po szybach deszcz aż dudni, więc włączyłem TV i się rozkoszuję domowym ogniskiem...około 13,00 przestało padać i na 5 minut wyjrzało słońce, a ja już siedziałem na rowerze...i tak relaksowo przejechałem pod wiatr około 70 km...i pierwsze mycie Gianta, bo po deszczu szosy w lasach mokre , więc cały upaprany wróciłem...

Nowy rekord życiowy...

Czwartek, 26 marca 2009 · Komentarze(10)
Na rozgrzewkę do SKR dopompować koła kompresorem,potem w ramach porannej wycieczki do Żołędowa...i pierwszy etap podróży za mną...Tak z głupia frant pykam rano 40 km, wracam na posiłek i w drogę, trochę się ociepliło więc narzucam tempo,wpadam w rytm i na prostej udaje mi się momentami jechać 40 km na godzinę...zaczyna mi się ta szosówka podobać...kiedy mam około 100 km na liczniku pogarsza się gwałtownie pogoda, wyjeżdżam ze spokojnej trasy prosto w kocioł samochodowy...10 km męczarni i trochę strachu, jada jak wariaci, chyba próbują mi zerwać rękawy z koszulki i zaliczam 3 wymuszenia, trasa dziurawa jak diabli, prędzej stąd uciekać bo to koszmar nie jazda, po około 10 km skręcam na Storkowo i od razu ciszej...głupio tak kończyć jak się dobrze jedzie,więc pędzę dalej, stary rekord z przed paru dni już nieaktualny a do domu około 25 kilosów...nareszcie jestem...jem obiadek, rzut oka na licznik i zegarek, jest 15,30 i około 30 km brakuje mi do 200...szkoda czasu a druga taka okazja może się długo nie trafić...jadę

Na finiszu mam dokładnie 201,55 km...czuję się bosko, kto tyle przejechał , ten wie o czym piszę...bolą mnie ręce i nogi, boli mnie całe ciało, ale nikt nie mówił że będzie łatwo...hehehe
Z wrażenia chyba nie odfajkowałem trasy co ni mniejszym czynię...Drawsko - Żołędowo - Oleszno - Ińsko - Chociwel - Storkowo - Ińsko - Ziemsko - Złocieniec i chawira...Dziś leje i kicha z wyjazdu, wczoraj już wisiało w powietrzu wielkie lanie, więc tym bardziej się cieszę , że się udał ten nieplanowany wypad po rekord

Testowanie Gianta...

Sobota, 21 marca 2009 · Komentarze(1)
Jestem pod wrażeniem, krótka konkretna trasa i full zadowolenie że kupiłem szosówkę...10 km przejechałem wpierw Giantem, potem góralem...niebo a ziemia...
teraz siedzę i kontempluję tę jazdę, bo dziś za duży wiatr i poobcierany jestem niemożebnie...długo się nie nasiedziałem, machnąłem się jeszcze do Dzikowa,szedł mój Giantcik jak huragan...

Tak z rozpędu...

Piątek, 20 marca 2009 · Komentarze(2)
Co by nie mówili że przejechał 150 km wczoraj i dziś leży i zdycha...hehehe
Fakt, jak wskoczyłem na siodełko to czułem się jak fakir na desce z gwoździami, ale po 40 km już było rozjechane...zimno i trochę szarawo z rana było, ale wróciłem na posiłek, zabrałem aparat bo słońce wyjrzało i znów chciało się żyć...
Cholera, znowu mgła ?

Aha i sprawa jasna...chłopaki wypalają gałęzie...

Nawet już jeden stadion jest gotowy na Euro 2012 roku...

Potem to już tylko jechałem i pstrykałem, jechałem i pstrykałem...



W pewnym momencie wchodzę do lasu zaczerpnąć świeżego powietrza , napić się herby i słyszę trzask łamanych gałęzi, to sarny , a było ich z 50 rzuciły się do ucieczki przez szosę, pobiegłem za nimi , odpaliłem aparat i ostatnie z nich uwieczniłem...




Kolejny rekordzik zaliczony...najwięcej km w miesiącu, po za tym mam już pompkę i dętki, jutro kompletuję szosówkę i w drogę jak pogoda dopisze...

Zaszalałem...

Czwartek, 19 marca 2009 · Komentarze(7)
Lata 60te...Wyścig Pokoju , na szosach byłego bloku wschodniego szaleją Magiera, Kudra , Kegel,Zieliński, Szurkowski, Mytnik, Szozda ... komentatorem jest słynny Bogdan Tomaszewski , jako młody chłopak oglądam ich w TV z wypiekami na policzkach i myślę sobie jak Ci kolarze jeżdżą przez dwa tygodnie po 100 - 150 km dziennie na takim małym siodełku ?
40 lat później...

Jest marcowy ranek zimny wiatr ścina z nóg...i ja gostek w podeszłym wieku powinienem się uwalić w fotelu bujanym z cybuchem w zębach, no cóż bujam się , ale na starym zdezelowanym góralu i dziś spełniło się marzenie młodego chłopaka...że jak się chce to wszystko można...Hehehe i zgred przejechał na rowerze ponad 150 km...
Yes, yes,yes...jeszcze ze szczęścia to do mnie nie dociera...a przecież jeżdżę dopiero od paru miesięcy...
A przy okazji machnąłem około 200 fot...
Oto największy w Europie rezerwat dzikich ptaków i tysięcy żab...



Jeziorko koło Oleszna zwane ,, Kociołek '', bo tak wygląda z góry...

Jest teraz godzina 21,00...spojrzałem za okno a na dworze biało, już jak wracałem to lekko prószyło...jutrzejszy wypad stoi więc pod znakiem zapytania...
Na specjalne życzenie flasha...z gorącym pozdrowieniem z ziemi Drawskiej...