Wpisy archiwalne w kategorii

Powyżej 100 km w 2009...

Dystans całkowity:4841.32 km (w terenie 29.00 km; 0.60%)
Czas w ruchu:194:46
Średnia prędkość:24.86 km/h
Maksymalna prędkość:55.90 km/h
Liczba aktywności:43
Średnio na aktywność:112.59 km i 4h 31m
Więcej statystyk

Trzecia setka - 4400...

Niedziela, 1 marca 2009 · Komentarze(0)
Trasa Drawsko Pom - Kalisz Pom - Złocieniec - Drawsko Pom to dystans 86,14 km...
Bardzo ładna trasa , jestem pod wrażeniem...są długie proste odcinki,pagórki i wzniesienia, bardzo urozmaicona droga o czystych poboczach bez drzew...zobaczymy latem jak tam się jeździ w dni robocze przy normalnym ruchu...

Te rondo jest dla mnie porannym dylematem, w którą stronę mam ruszyć, nieraz decyduję się w ostatniej chwili...
Ale po kolei, za mostem jak dla mnie zaczyna się paskudna kostka brukowa na dystansie 1 kilometra, przy mojej wadze nie jest to miły podjazd...

Straż Pożarna w Pomierzynie i już znikam za pagórkiem...

Po drodze trafiam na ślicznego kreta, niestety jest martwy, a przecież nikt Go nie przejechał, szkoda zwierzaczka...

Teraz przejeżdżam przez Pomierzyn, jadę już do rogatek Kalisza Pom...
Dojeżdżam do słynnej góry zjazdowej do miasta Kalisza, tu są rekordowe prędkości...

To w tę ścianę wjechały dwie ciężarówki z piaskiem w latach 70tych, kiedyś tu była mordownia...zobaczyć zdziwione gęby pijaczków nad kuflami piwa, kiedy widzą samochód wjeżdżający przez ścianę...bezcenne

Koło Straży Pożarnej skręcam w prawo i tnę na Złocieniec...


Przez Giżyno przeleciałem jak burza...

Chałupa w Pępówku jest zajebista...facet biedny to ma Polsat...

Zjazd za Studnicą też jest imponujący...

Jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić nowe wstawić...zabawa podmiejska zabawa...


Dojazd do Żabinka i zaraz będzie blisko Złocieniec...
O i jest telewizja na życzenie... ,,Audycja dla wsi, o wsi i ze wsi'', akurat leci reklama więc pędzę dalej...hehehe
A swoją drogą to takiego kretyna co wyrzucił te telewizory do rowu, powiesił bym za jaja na przydrożnym drzewie...


Chyba trzeba zrobić konkurs na najpiękniejszą chatę, ta na razie prowadzi w rankingu...

Ale kościółek jest niczego sobie...

Już mam Złocieniec, skręt w lewo i prosto do Drawska...


No a teraz na halę bo za chwilę Liga Zakładowa...

Jeszcze parę kółek po mieście i fajerant...

Mrożny poranek...druga setka

Sobota, 21 lutego 2009 · Komentarze(0)
Zobaczyć zdziwione gęby kierowców samochodowych zakładających rękawiczki - bezcenne...łza zamarznięta na górnej rzęsie mojego lewego oka - bezcenne...czerwona tarcza słońca zwiastująca silny mróz za hotelem wojskowym - bezcenne...
Nie działające linki od przerzutek, moje zdziwienie...
Zawsze marzyłem żeby się wybrać w mroźny poranek rowerem po szosie przez lasy, no to trafiłem dziś idealnie ,droga momentami lśni od cienkiej warstwy lodu,asfalt czarny a pobocza całe zaśnieżone...ręce kostnieją z zimna więc na przemian chowam je do kieszeni dresów na kilkanaście sekund...Tak przebiegała trasa do Żołędowa i z powrotem, razem około 40 km...O 9,30 muszę iść na halę na mecz piłki ręcznej,potem w drogę...po meczu ruszam ponownie na trasę do Żołędowa tym razem jest cieplej i szosa bardziej przejezdna...wracam na halę bo piłkarze - przeciwnicy Drawy mają korzystać z szatni i pryszniców, z nudów pykam ponad 15 km po hali, piłkarze nie przyjeżdżają i bardzo dobrze... Więc jadę do Gudowa, z powrotem pod stadion i do domku, bo zgłodniałem niemiłosiernie...i pozacierany jestem też do bólu, ale co tam, to już stały element,schudnie dupsko to przestanę się zacierać, liczę że ten sezon będzie przełomowy...dziś przekroczyłem 4000 km i jest już dokładnie 4020 km i ok...

Tłusty czwartek...pierwsza setka

Czwartek, 19 lutego 2009 · Komentarze(0)
Zarzucam 2 pączki pod herbatę i jadę do Żołędowa, droga znacznie lepsza niż wczoraj...wracam na skromny posiłek, 3 pączek i parę łyków herbaty, trochę kompotu do bidonu i w drogę na Łobez,po drodze przed Zagozdem świeży znicz zapalony pewnie był wypadek, dalej 2 - 3 km tym razem po lewej, krzyż na drzewie, czy ja na cmentarz wjechałem ?A swoja drogą, szkoda mi tych durnych kierowców, potem skręcam na swoje nieszczęście w prawo do Łabędzia...do Suliszewic droga normalna, ale za wioską zaczyna się meksyk, znika asfalt, i teraz zaczyna się jazda po wertepach, momentami tak ślisko, że to cud iż się nie wywaliłem...dojeżdżam do małej wiochy Rynowo i tu dopiero czeka mnie niespodzianka, 2-3 km po kocich łbach, mało głowa mi od tych wibracji nie odpadnie...klnę lecz nie ma wyjścia, jadę dalej, od Łabędzia już normalna szosa lekko mokra, jestem zmęczony i kompot znowu zamarzł...ale już blisko do domu, to dam radę...w końcu ponad 100 km zrobiłem...
3862 km razem przejechane na gooralku...
A wspominałem , że się tradycyjnie w kroku pozacierałem ?