Wpisy archiwalne w kategorii

Powyżej 100 km w 2009...

Dystans całkowity:4841.32 km (w terenie 29.00 km; 0.60%)
Czas w ruchu:194:46
Średnia prędkość:24.86 km/h
Maksymalna prędkość:55.90 km/h
Liczba aktywności:43
Średnio na aktywność:112.59 km i 4h 31m
Więcej statystyk

Bliskie spotkania III stopnia ...z borsukiem

Środa, 8 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Zawsze jak nie wezmę aparatu foto...to coś fajnego mi umyka, tak było i tym razem...kilkaset metrów przed Czertyniem , widzę jak w kierunku szosy coś powoli biegnie z lasu, zwolniłem i czekam...3 metry przed mną wturlał się na szosę misiowaty borsuk, był śliczny, i idzie w moją stronę...stanął 2 metry przed moim Giantem i łapie zapachy...a mi po głowie biegną myśli czy borsuki są agresywne ? Hehehe na szczęście nie...nagle wyczaił że jestem dla niego bee i ruszył do lasu i tyle Go widziałem...parę minut stałem i podziwiałem jak się oddala...od jutra biorę aparat...

Ustawka z g286...

Wtorek, 7 kwietnia 2009 · Komentarze(2)
Po wczorajszym odpoczynku , dziś ustawka z Piotrkiem...z początku nie możemy się dogadać co do miejsca spotkania, ale w końcu razem w Ińsku, on ustala trasę i lecimy przez Węgorzyno do Łobza po drodze mijamy Radowo Małe, dla mnie to nowa trasa, przed Łobzem zabójczy podjazd po chropowatej nawierzchni...dzielnie obaj sobie z nim radzimy...w Łobzie się rozstajemy...przez parę km jadę sam ,przed Zajezierzem majaczy mi sylwetka kolarza, po paru minutach już się sobie przedstawiliśmy i przez parę km jedziemy razem rozmawiając, na zjeździe do Drawska macham mu na pożegnanie i jadę do domu, on pod CPN bo się ustawił z następnym kolarzem...bardzo dobry wypad, jestem zadowolony, w samo południe w domu, zaraz do pracy, a jutro znowu w drogę...

Lepiej póżno niż wcale...

Czwartek, 2 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Parę spraw w mieście załatwiłem...i o 11,00 ruszyłem w trasę,a na trasie ekipy drogowe remontują nam drogi całą mocą przerobową...oto scenka rodzajowa którą przyczaiłem...
Samochód drogowców , za nim 2 słownie dwóch pracowników, jeden nabrał na łopatę coś czarnego co dumnie nazywamy wszyscy asfaltem, nie mylić z murzynem i rzucił to coś do dziury w szosie pełnej wody...pierwszy efekt, woda się rozchlapała na boki, teraz do akcji wkroczył 2 fachowiec, rozgarnął i wyrównał nogą tę czarną breję...przyklepał, zapalili i po robocie...odpalili auto i pojechali dalej remontować drogi, mimo iż obok zostało jeszcze 4-5 podobnych o różnej zawartości wody...chwilę później przejechał po tym TIR i połowę tego szajsu zabrał na swoje koła...o złodziejstwo Go nie podejrzewam, leżało, samo się przykleiło to i wziął..
Panowie kibice piłkarscy, śpijcie spokojnie...autostrady na Euro 2012 powstaną na czas, przy tak sprawnej drogówce to pomożemy przy drogach na Ukrainie...
Ostatnie 7 dni jazdy na rowerze...1024 km...

100 - Cztery wesela i pogrzeb...

Sobota, 28 marca 2009 · Komentarze(0)
Kilometrów deko więcej, a o 13,00 mam pogrzeb znajomego...Dziś nowa trasa,Drawsko - Połczyn - Redło - Świdwin - Łabędzie i dom...
95 aktywnych dni na rowerze...Koło Toporzyka wpadam na ścieżkę rowerową, jest mokra i miejscami są duże kałuże i błoto spływające z pola, cholera jak zawaliłem sobie rower, cały w błocie, będę miał w domu myjkę, jak ta lala..Przed Świdwinem zjeżdżam z ostrej górki...lecę już ponad 40 km/h , osobowe za mną wcale nie kwapią się mnie wymijać, i bardzo dobrze...dopiero teraz widzę że to ser szwajcarski a nie asfalt, na wyhamowanie za późno...odbijam na środek szosy i zaczyna się slalom między dziurami...jestem naprawdę wystraszony, na szczęście nie wpadam w żadną, bo skończyło by się to naprawdę źle...jeszcze jedna nauczka żeby na dziewiczym terenie bez rozpoznania nie szaleć...całe życie człowiek się uczy,w samym mieście wjeżdżam w jednokierunkową, na szczęście nie ma glin a ja umykam na chodnik...mylę jeszcze trasę wylotową i dopiero koło pomnika lotników orientuję się gdzie jestem, nie spodziewałam się w sobotę takiego ruchu w mieście, wypadam za miasto i tam kolejna niespodzianka...wiatrzysko na pagórkowatym terenie prosto w twarz i całą niemal trasę mam do domu pod górkę niemal przez 30 km...2 razy schodziłem z roweru przy bardzo silnych podmuchach bo nie miałem już sił pod te góry się na siłę pchać...no i przez całą setkę miałem ogień koło tyłka od siodełka, dopiero przy 60 km trochę odpuściło...dzisiaj już zmieniłem siodełko na żelowe z goorala, bo tamte już mam opracowane...i to by było na tyle dzisiaj, do zobaczenia i do usłyszenia jutro na trasie...komentował dla państwa B.Tomaszewski...hehehe
P.S
W tej chwili jest 21,00 i na dworze leje jak z cebra, jak szosy do rana nie przeschną , to jutro odpuszczam...amen

Tak z rozpędu...

Piątek, 20 marca 2009 · Komentarze(2)
Co by nie mówili że przejechał 150 km wczoraj i dziś leży i zdycha...hehehe
Fakt, jak wskoczyłem na siodełko to czułem się jak fakir na desce z gwoździami, ale po 40 km już było rozjechane...zimno i trochę szarawo z rana było, ale wróciłem na posiłek, zabrałem aparat bo słońce wyjrzało i znów chciało się żyć...
Cholera, znowu mgła ?

Aha i sprawa jasna...chłopaki wypalają gałęzie...

Nawet już jeden stadion jest gotowy na Euro 2012 roku...

Potem to już tylko jechałem i pstrykałem, jechałem i pstrykałem...



W pewnym momencie wchodzę do lasu zaczerpnąć świeżego powietrza , napić się herby i słyszę trzask łamanych gałęzi, to sarny , a było ich z 50 rzuciły się do ucieczki przez szosę, pobiegłem za nimi , odpaliłem aparat i ostatnie z nich uwieczniłem...




Kolejny rekordzik zaliczony...najwięcej km w miesiącu, po za tym mam już pompkę i dętki, jutro kompletuję szosówkę i w drogę jak pogoda dopisze...

Kolejna setka...

Czwartek, 12 marca 2009 · Komentarze(5)
Kolejna setka pękła, dokładnie ósma...a na zagrychę było...
Oleszno...

Ziemsko...
Studnica...
Ińsko...
Storkowo...

Ginawa...
Warszewo...

Suliszewo...
Gudowo...
Wieczorkiem stwierdziłem, pękniętą szprychę , a i tak przez 3 dni mam w pracy Turniej Koszykówki od rana do wieczora, to kicha z jazdy...na szczęście załatwiłem kolejne koło, może te będzie bardziej wytrzymałe...to już 3 szprycha i 3 koło zmieniane...
5201 km zrobione na moim gooralku...

Od siedmiu wzwyż...5000

Poniedziałek, 9 marca 2009 · Komentarze(2)
A zaczęło się bardzo nieciekawie, przy słabej widoczności...kombinuję gdzie tu jechać żeby było bezpiecznie, nie sztuka w tej mgle narobić sobie kłopotów...
Obrałem kierunek Oleszno,i tak powoli się rozkręcałem , bo tu ruch minimalny...

Potem na skrzyżowanie do Ińska,ale dalej normalną szosą się boję bo nadal gęsta mgła, więc wracam z powrotem...

Na polach i łąkach zatrzęsienie żurawi, to niechybny znak że wiosna u bram...


W lasach wojsko i strzelanie z czołgów, jechałem z powrotem i jak jebnęli to mało z rowera nie spadłem...hehehe

Przed hotelem robię 5.000 kilometr...ok

Skręciłem na Żołędowo i gazu, no ale bez przesady, Lance Armstrong by się załamał...chyba pojadę w tegorocznym Tour de France, a co sobie będę żałował z taką maximalną...
Cholera mam nadzieję że po resecie , znikną te przekłamania...

A jak cudownie smakowała mi po tej trasie micha a nawet 3 zupy ogórkowej, palce lizać...ach ta moja żona...wie jak mężowi dogodzić...zapomniałem dodać że dziś bez czapki pod kaskiem i buty letnie zamiast zimowych, różnica była odczuwalna in plus...85 dzień aktywnej jazdy na rowerze...

Rowerowy Dzień Kobiet...

Niedziela, 8 marca 2009 · Komentarze(2)
Na początek to życzę wszystkim paniom na rowerach wszystkiego co najlepsze może je spotkać w życiu...

A teraz do rzeczy, w tym dniu musiałem zrobić na rowerze setkę i udało się...
Dziś celem była ścieżka rowerowa...
Sam dojazd do niej ma 31 km długości...
Prawie jak przystanek...Woodstock

W Toporzyku skręcam w lewo i już jestem na fajnej ścieżce liczącej bez mała około 30 km...

Pięknie się jedzie taką drogą, człowiek nie musi oglądać się na TIR y, w miarę równy asfalt...

Jak widać wandale i tu nie próżnują...komu przeszkadzała ta ławka, nie lepiej iść na siłownię albo łbem w mur nawalać ?

Krótki postój dla zmęczonych nóg i ugaszenie pragnienia...

W drodze powrotnej też wypada się posilić, tym bardziej że od Połczyna cały czas jechałem pod górkę i pod wiatr...

Cała ta ścieżka zdrowia została wybudowana na nasypie kolejki wąskotorowej, czego pozostałością są nieczynne już stacje dworcowe...Powiem więcej od Drawska aż do Szczecina, ciągnie się taki nasyp przez 100 km i UE daje na to kasę tylko burmistrzowie poszczególnych gmin nie mogą się dogadać, i projekty zalegają głęboko w szufladach...to taka mała polska zaściankowość...
Aha, to była 6 setka...

Sobota nad jeziorami...

Sobota, 7 marca 2009 · Komentarze(3)
Dziś turystycznie podchodzę do jazdy ze względu na mgłę...na początek odwiedziłem Gudowo i jezioro Lubie...

Następny cel to jezioro Jelenie, malowniczo położone w kotlince...



I tak z lekka ubabrany błotem wypadam na szosę do Kalisza, jadę na pole namiotowe za most betonowy, muszę odpocząć i się posilić...





No to wracam przez Drawsko wpadam do Suliszewa a tam mnie zatkało...facet kapitalista wyzyskiwacz, nielubiany przez okolicznych mieszkańców za mobbing wystawił sobie kapliczkę, co za dwulicowość...

Wracam przez Gudowo a tam za wioska w szczerym polu na sztucznym zbiorniku wody pływa łabędź...cudowny

Finisz robię w miejskim parku, po alejkach...

Koło muszli koncertowej, wkrótce odbędą się tu koncerty fortepianowe, w końcu to park im. Chopina...

Muszę się również pochwalić miejscowym Stonehenge...hehehe

Obok czołgów, chluby Drawska, w prawo i do domciu na zasłużony odpoczynek, ale dziś czuję zakwasy...chyba te szwendanie się po lesie daje o sobie znać...

4823 km na liczniku po przebiegu...

Czwarta setka...

Wtorek, 3 marca 2009 · Komentarze(0)
No to dziś trzeba się sprężyć, kombinuję trasę w granicach 80 km...Jest mgła, jadę do Gudowa i z powrotem, potem zakupy , śniadanko i do Kalisza...z góry zjechałem tylko 49,9 cienko, skręcam na Giżyno...

W Studnicy zakręt w prawo i na Pępłówek pędzę, na drogowskazie pokazuje 5 km do Pożrzadła, w rzeczywistości jest 6,5 km...

A droga jak widać , pożal się Boże...

Pruję do Drawska, mijam moje miasto i w Suliszewie skręcam na Gudowo...w wiosce pokazuje mi 100 km...no to nieźle, a za wiochą pokazuje 4600 km razem...przy wjeździe do Drawska zaczyna siąpić deszcz, na szczęście zdążyłem..ale pogoda do bani, rano mgła, ciężkie powietrze skraplające się...dosyć chłodno, szczęśliwie bez większego wiatru, ale trudy tej trasy trochę odczuwam...
Wieczorem przy stadionie trochę pojeździłem i złamałem tylny hamulec...jutro spawanie u Ryśka jak nie, to duży problem będzie...