Rano do pracy,po 15-tej dopompowałem koła , poprawiłem porządnie torebkę podsiodełkową, bo ostatnio prawie ją zgubiłem i heya babka na jabłka...Żołędowo - Ziemsko - Żołędowo...wiatr niemiły z powrotem, ale co począć,jutro jazda rowerem rano a do pracy na 14,00...
Nie dość że w weekend pracowałem po 13 godzin to jeszcze się ostro przeziębiłem i musiałem 3 dni odchorować...ale za to jak mi się fajnie dziś pędziło, nie było że wiatr nie wiatr , rwałem aż furczało...z pracy wróciłem o 15,30 toaleta, posiłek i w drogę do Ińska a potem jeszcze na Konotop...fantastyczna jazda...po za jedną sprawą, dziś po raz pierwszy włoży łem moje nowe białe buciki...jak je zdjąłem to nogi miałem jak w imadle...hehehe, muszą się rozbić, bo nie dam rady w nich jeździć, w palcach lekko przyciasne...
Tak raczej z przekory niż z lenistwa zrobiłem ten dystans na jednym przełożeniu...wiatr jest silny, ranki jeszcze zimne...no a że najbliższy weekend mam z głowy rowerowo to jeszcze dzisiaj sobie poszalałem...do Żołędowskiego bruku, potem na Ziemsko i jeszcze raz to samo z zahaczeniem 4 krotnym Karwic...w domu przed 11,00 zdążyłem się przed pracą zdrzemnąć...
Dziś rajdy po Żołędowie i Karwicach...kiedy odjechałem w bok na Karwice w tym czasie na szosie głównej walił się do rowu po przecięciu całej jezdni samochód osobowy, dachowanie i do kasacji...aż strach pomyśleć, co by było jak bym nie skręcił na parę minut szosą Karwicką...kiedy mijałem tę kraksę to policja już zabezpieczyła teren...pewnie fota będzie na DSI to ją wrzucę, a ogólnie jechało się średnio na jeża do 80 km, potem się rozjechałem i już bym pohulał, ale szwagrowscy zwalili się z wizytą z Koszalina, więc musiałem wracać do domu...
W dniu 16 kwietnia 2009 roku o godz. 7.06 do Powiatowego Centrum Ratowniczego w Drawsku Pomorskim wpłynęło zgłoszenie o wypadku komunikacyjnym w okolicach miejscowo�ci Konotop gm. drawsko Pomorskie. Na miejsce zdarzenia niezwłocznie zadysponowane zostały siły i �rodki drawskich służb ratowniczych. Po przybyciu na miejsce zdarzenia stwierdzono, że samochód osobowy Mercedes Vito dachował i pozostaje poza obrysem jezdni. W wyniku wypadku poszkodowana została 1 osoba. W działaniach ratowniczych udział brały 2 zastępy straży pożarnej.
O 7 rano wyjazd do Ińska, powrót i heya na Żołędowo...nawet nieźle się jechało, już 0 11,15 byłem doma...kolega Marcel ma rację...najwyższy czas porobić trochę sprintów, tym bardziej że jest ku temu okazja, właśnie w weekend pracuję od 9 rano do wieczorka , więc pojadę krótsze dystanse na sprint...dzięki za radę...
Nie bardzo czułem dziś tę jazdę, jakoś ciężko mi się jechało...no może po za paroma momentami, gdzie wiatr dostałem w plecy...82 KM przejechałem w 2, 53 min. a więc cieniutko , trzeba trenować niestety...
Pierwsze 50 km relaksowo, żaden ,,obiekt'' nie pojawił się przed obiektywem więc skoczyłem do przodu zrobić dobry czas, udało się ...82 km w 2,53 min...następne dni chyba trzeba pojeździć pod czas maratoński...dość obijania się...przed chwilą napisałem i zgłosiłem swój udział w maratonie kołobrzeskim...
Na luziku, tak przedświątecznie do Chociwela i z powrotem, po drodze parę przystanków na foty i podziwianie krajobrazów Ziemi Drawskiej... A dla mnie sprawa najważniejsza, od paru dni odkąd obniżyłem siodełko...już nie wiem co to ból i otarcia...jaka ulga...na wadze spadłem w tym roku 9 kg... A to są lwy sawanny Drawskiej... A wszystkim użytkownikom jeżdżącym na rowerach życzę Wesołych Świąt...
Do Chociwela i z powrotem, po drodze spotkałem w Ińsku Piotrka parę fot i do pracy, jak wziąłem aparat to żaden groźny zwierz na mnie nie wylazł, jeden w lesie leżał ale martwy, myślałem że wilk, ale to piękny kiedyś pies i zakończył żywot w lesie, pyknąłem mu foto a co tam, niech ma...hehehe , sesja z martwym psem w tle...niezły meksyk. Jeszcze do pracy w te i nazad 3 razy...i parę km doszło...