Po raz pierwszy tego lata było na tyle chłodno, że włożyłem koszulkę z długimi rękawkami...jeździłem po lasach i pstrykałem foty...potem obiadek i znowu w trasę, w sumie fajny dzionek krajoznawczo poznawczy miałem...
Wyjazd o 7,00...chłodno i wspaniale, przez parę ostatnich dni bawiłem się w wędkarstwo z miernym rezultatem na jeziorze Okra, dziś dałem spokój i pojechałem do Żołędowa, pięknie las wygląda o tej porze roku, jutro biorę aparat i jadę na sesję foto...po dobrym śniadanku zmieniłem zdanie i sesja odbyła się dziś...idąc przez las słyszę takie zdanie pracujących tam drwali ,,te patrz, kolarze przez las jadą''hehehe , ano jadą...
Dystans, którego nie warto odnotowywać, ale jakoś nie miałem ochoty dziś pojeździć, taka duchota że całkowicie nie miałem ochoty na jazdę, tyle co dookoła Harcerskiej Trasy...17 km prawie godzinę jechałem, szlem po piachu, to świadczy o tym jak mi się nie chciało jechać, zimą będę pewnie żałował że mam takie anty dni...hehehe
Parno i duszno, pot mnie zalewał od rana, a już myślałem że po lecie, no jeszcze parę dni i będzie chłodniej, później jeszcze wyskoczę na mały spacer...kawałek sernika na zimna zarzucam i jadę do Żołędowa...starczy, parówa dziś niesamowita, chyba zaraz zacznie padać...
Godzina 10,00 rano ruszam z Jolą autem do Koszalina odwiedzić szwagrów...wracamy o 17,30 i ruszam na spacerek rowerem , ale wiatr jest tak silny że źle się jedzie...
Godzina 5,45 już nogi w noski i do przodu , trasa Żołędowo - skrzyżowanie Ińskie...pogoda wyśmienita, bezwietrzna i chłodno, w sam raz dla mnie...po obiadku i obejrzeniu na DVD filmu ,,Flock'' [Drapieżnik] mały spacer do Ziemska...
Powtórka z rozrywki...trasa skrzyżowanie Ińskie z paroma małymi nawrotami...dziś przekroczyłem 7 tys. km na szosówce... Godzina 19,40 wskakuje na rower i mały interwał do Dzikowa przed snem..
Od samego rana wisi burza w powietrzu, rezygnuję z jazdy i już o 6,00 zaczyna grzmieć i leje do południa, trzeba odczekać tę ulewę , może później będzie lepiej ? W samo południe jadę...Pozacierany, tłok na szosach , silny wiatr ,kałuże i w drodze powrotnej zmoczony przez deszcz,to zero przyjemności z jazdy rowerkiem...
Godzina 4,30 i już tnę ciemnymi uliczkami miasta,kierunek Chociwel, na wysokości Kamiennego Mostu nadal objazd, wracam pod lotnisko , parę kółeczek i pora do domku na śniadanie...jest 9,50 i zapycham ,,małosolny ogórec'' pychota...złamało mnie spanko na pół godzinki i dalej do Żołędowa, ale wiatr niesamowity i tłok aut w mieście i za miastem...ale 40 km pyknąłem...