Godzina 10,00 wypad nad morze samochodem z Jolą, Dorotą i Tomkiem do Grzybowa, powrót po 16,00...zawsze to jakaś odmiana , z tym że tłok na szosach niesamowity... Godzina 17,00 siadam na rower i na skrzyżowanie Ińskie, pod lotniskiem 2 kółka i do domu, o 20,00 już na miejscu... Klasyfikacja 77 i ok...
Godzina 5,00 wyjazd, zaczyna świtać a ja zaczynam pedałować...Ostrowice - małe śniadanko w domu , bo zapomniałem swojej frotte od potu i do Gudowa - Żołędowo i na tej trasie masakra, ruch jak na Marszałkowskiej, 3 razy zimny pot mnie oblewał jak mijali mnie barany o milimetry...potem ucieczka z tego tłoku do Ziemska, kanapka , parę rundek koło lotniska i do domciu...bo ogórasy trzeba wekować... Klasyfikacja 92...
Godzina 4,00 rano, a właściwie jest jeszcze ciemno robię dwa kółka wkoło miasta i w trasę...Kalisz - Złocieniec - Gudowo - Mielenko i finisz... Klasyfikacja - 144...
Wybrałem się z żoną do Lidla, a tam facet przymierzał kask rowerowy i już mnie chęć na jazdę zebrała, szkoda że nie było warunków, cały zachlapany wróciłem, ale parę km się przejechało...
Za gorąco, ale akurat byłem po emisji dokumentu na TVP Sport o Wyścigu Pokoju i mnie wzięło na jazdę do Żołędowa , może wieczorkiem będzie chłodniej..nadal gorąco a jest 18,30...
Już o tej porze byłem na siodełku, pobudka wczesna jak mawia nasza miła Bikergonia i tu pozdrawiam kolarke...kurs do Kamiennego Mostu z małymi odskokami i powrót w silnym wietrze, ale rano jedzie się w chłodku i jest niesamowicie cicho, w mieście po za policją nie widać nikogo, mijam miasto duchów i wypadam na wylotową w lekkich promykach słoneczka...wróciłem głodny jak wilk, i 5 jaj wsunąłem jak nic, własne pozacierałem, poprawiłem Grześkiem i jabłkiem...
O 7,30 na rower i do Żołędowa na poranny spacer, zaczyna się robić gorąco, pewnie jeszcze dziś trochę pojeżdżę... Małe śniadanko i w drogę za Ostrowice na krzyżówkę...dystans podobny Pospałem trochę , znowu mały wyskok na most za Harcerska Górką...
Godzina 4,30 na nogach i start...Żołędowo - Chociwel - Gudowo,jak zwykle zabrałem 2 kanapki i oczywiście przywiozłem z powrotem, a kompot z czereśni smakował wyśmienicie...już od rana wiatrzysko hulało, ale po 80 km to już się zrobiło paskudnie, idzie burza... I tu mała ciekawostka, wczoraj wieczorem się ważyłem...89 kg , a dziś po jeździe 88 kg...no ale zaraz nadrobię... Rzecz najważniejsza...przekroczyłem 6033 km na Giancie bez jakichkolwiek awarii czy kosztów, oby tak dalej...