Z samego ranka...

Wtorek, 7 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 4,30...bez zbytniego pośpiechu jadę do Suliszewa , potem nawrót na skrzyżowanie Ińskie i z powrotem, parę spraw do załatwienia w szkole i rejestracja , zakupy i chwila wolnego czasu...

Ponury, mglisty ranek...

Poniedziałek, 6 lipca 2009 · Komentarze(1)
Godzina 5,00 już ruszam na trasę do Żołędowa rozładować stresa przed decydującą rozmową o dalszą moją pracę...kiedy wrócę , znowu wskoczę na rower, pytanie tylko z radości czy z wściekłości...ostatni dzień przymusowego urlopu...
9,30 pani dyrektor nawet się nie pofatygowała,ludzie lubują się w pewnych gierkach, no trudno mniej czasu będzie na jazdę rowerem a więcej spędzę na lataniu za nową pracą...nie ma co się przejmować, zawsze spadam jak kot na 4 łapy..
No więc wsiadłem na rower i heya pod Ciemnik i nawrót, łącznie jeszcze około 70 km pyknąłem...mimo słońca przyjemnie się jechało,bo był chłodny wiatr...

Jak najdzie ochota, to pies kota wychrobota...

Niedziela, 5 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 14,00...w trakcie oglądania Tour de France na Eurosporcie, nachodzi mnie ochota na jazdę, więc taki lajtowy wypadzik do Ziemska poprawił mi humor...i tak trzymać... Piękny finisz i wygrywa Cavendish i mała kraksa przed metą, a za oknem rozpadało się na całego...

Lipcowy poranek - Uriah Heep

Piątek, 3 lipca 2009 · Komentarze(2)
Dawno tak fajnie mi się nie jechało jak dziś, wstałem o 4 rano, 2 kanapki które notabene przywiozłem z powrotem...Chłodny , orzeźwiający wiaterek , rosa na trawie, mgiełki nad łąkami i wynurzające się słońce , tych widoczków mi brakowało...trasa do Chociwela, potem odskok do Mielenka sprawdzić czy już drogę Harcerską dokończyli, ale niestety jeszcze nie i do domu na zasłużony wypoczynek...wieczorem goorala potestuję pod kątem przebijanych dętek, już mam pomysł na lokalizację intruza...
Godzina 13,00 - Nie wytrzymałem i wyskoczyłem za miasto testować goorala, na 4 km do Gudowa flak, ok 4 km wracam pieszo i co się okazuje po oględzinach...klocek hamulca źle przykręcony przetarł dziurę w oponie, no to sobie na niej pojeździłem, szkoda ...Authora była...teraz tylko hamulce wymienić i po kłopocie bo już stare i ostre kanty mają, ale to chyba nie szybko bo brak kasy i praca wisi na włosku, wracam na szosówkę...
Godzina około 20,00 - dopada mnie cykloza, więc jadę w stronę Woliczna, ale tam tłok cofam się na Konotop...tu jest ok...no ale mimo wszystko duszno, ponieważ o tej godzinie jeszcze nie jeździłem , więc nie było źle...i tak z głupia frant w 3 etapach 160 km przejechałem...
Aha i po raz pierwszy pozwoliłem sobie na jazdę bez kasku...

Kolejny wyjazd - kolejny flak...

Czwartek, 2 lipca 2009 · Komentarze(3)
Do trzech razy sztuka, mimo dociekliwych poszukiwań, nie znalazłem co mogło by spowodować te przebicia,sam już nie wiem , o co chodzi...tym razem złapałem kapcia 100m za SKRem, kolejny raz pokleiłem i jeśli tym razem strzeli dętka, to oleję tego goorala...godzina 16,00 testuję go na trasie do Gudowa, 8 km bez zarzutu, od jutra zacznę zwiększać dystans...

Co nas nie zabije...to nas zepchnie na pobocze

Środa, 1 lipca 2009 · Komentarze(0)
Znów przesiadka na szosówkę, trasa do Ińska i nazad...na wysokości Oleszna zza zakrętu wypada kretyn, tak na oko ponad 100/h,zarzuca mu tył a ja w tym czasie ratuję się ucieczką na pobocze, 10 metrów po trawie i udaje mi się rower wyprowadzić na szosę, po debilu tylko kurz został, tyle go widziałem...teraz zrobię zakup dętki do goorala...

Kolejna kicha, tym razem na finiszu...

Wtorek, 30 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Dziś znowu dosiadam goorala i w drogę, ale miękko mi się jedzie, no tak - mało powietrza, więc w Ziemsku zawracam i na SKR podpompować, ooo...teraz czuję że idzie jak burza,ale po wczorajszej kiszce strach gdzieś dalej odskoczyć, więc lecę do Żołędowa, dawno nie byłem na moście, jadę lasem na pole namiotowe , przyjemnie jest się ochłodzić w rzece mokrym ręcznikiem , parno dziś niesamowicie, powrót do domciu na obiad, rower sprawuje się dobrze...godzinka relaksu i w drogę, ale zaczyna grzmieć, w Gudowie łapie mnie deszczyk, taki miły że chłodzi i chce się jeździć, przejeżdżam przez kolonię Mielenko, skręcam na Gudowo i do domu, niezła pętla coś ponad 24 km...jeszcze kółko koło stadionu i ....pssssssss
Na sam finisz złapałem gumę i w dodatku zaczyna już lać, dobrze że nie złapałem kichy gdzieś dalej, jutro idę do sklepu po nową dętkę, pech mnie nie opuszcza a już myślałem że inwestycja w ten rower na jakiś czas zakończona...mhmmm

Dawno tak nie miałem...

Poniedziałek, 29 czerwca 2009 · Komentarze(0)
No wreszcie nadeszło koło, Piotrek pięknie wyszykował górala aż miło się śmiga, ale długo się nie nacieszyłem, za miastem na 4 km złapałem gumę i z powrotem przez pola zarośnięte metrową trawą przedzierałem się do domu, potem męczarnia po torach i klejenie, tak to jest jak się nie ma ze sobą zapasówki, a duchota straszna, pot zalewał mi oczy , pedały w trawie haczyły o nogę , całkowita extrema...hehehe zobaczymy jak jutro