Pojedynek na szosie...

Środa, 1 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Ale to nie tytuł filmu Stevena Spielberga...zacznę jednak po kolei...
Ustawiłem się z kolega na wspólna jazdę po południu , więc dobrze by było rozruszać się trochę z rana...wskakuję na rower i pędzę na Żołędowo, dojeżdżam do Dzikowa i zaczynam się piąć pod ostrą górę...za mną wjeżdża TIR...po chwili mnie mija...zrównuje się ze mną i jedziemy sobie tak obok siebie...minuta - dwie , zaczynam się niepokoić, jak coś będzie leciało z góry to na bank mnie zepchnie..ale o co chodzi , myślę sobie jak w tej reklamie...
Nagle przygazował, kłęby spalin buchnęły mi w twarz i poczułem słodki zapach w ustach i zawroty głowy , jak wtedy za młodych lat kiedy wąchałem klej...zrobiło mi się dobrze i odleciałem...
Kiedy się ocknąłem, byłem w rowie na zielonej trawce obok leżał Giant...pierwsze spojrzenie na rower i jest ok cały...
Podobno ryba psuje się od głowy a człowiek odwrotnie od nóg...pomachałem jedną nogą sprawna, pomachałem druga ,sprawna...paru przejeżdżających kierowców odpowiedziało powitalnym gestem...
Powyższa historyjka z TIRem to oczywiście prima aprilis...
Dane są jedynie prawdziwe...doszło do spotkania z kolegą, teraz częściej będzie można we dwóch wyskoczyć...
Ostatnie 7 dni jazdy - 930,46 km...

Komentarze (1)

heheh dobre :)

pawel020 22:03 sobota, 18 kwietnia 2009
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa ionag

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]