Już od 6,00 rano na nogach...Przymrozek jak w Rosji, zrobiłem 2 postoje bo nie mogłem wytrzymać tak mi zmroziło palce rąk i nóg...tyle dobrego że bezwietrznie , tradycyjnie już do Żołędowa i z powrotem, w sam ogień ulicznego ruchu...na 14,00 do pracy rodacy... Tydzień - 82,42 km
Tym pomordowanym podczas wojny i tym z przed tygodnia , ofiarom katastrofy lotniczej, symbolicznie odpaliłem wirtualne świeczki jako przejechane kilometry...Niesamowita ranna cisza, zero ruchu na ulicach, zero wiatru , tylko pięknie świecące słońce i ja sam na szosie do Toporzyka , skręt na ścieżkę rowerową do Połczyna , nawrót do Złocieńca przez Lubieszewo , Gudowo i Mielenko do domu na obiad , potem wypad autem do Karwic z Jolą i aparatem foto...czas relaksu , no i był bym zapomniał...dziś na gooralu przekroczyłem 6.000 km... 3 godziny później...Pospałem , pojadłem i ruszyłem na krótki wypad do Konotopu, po ciężkim gooralu , Giant mknął jak piórko...30,80 km na szosówce Tydzień - 359,59 km...
Rano wysiadł mi licznik , w południe ożył i tak już parę razy , pewnie baterie siadły...po pracy wyjazd do Karwic na szlak rowerowy i taras widokowy...ekstremalne odcinki na których musiałem zsiadać...ogólnie było w dechę...no i ten wiatr , chociaż w lesie tego nie odczułem , a w drodze powrotnej miałem go w plecy...
Żeby wpisywać takie nędzne dystanse...a to tylko trasa do pracy i z powrotem, potem czekałem na kumpla i tak w kółko się kręciłem rowerem...niech się zmieni ta cholerna pogoda , to polecę jak burza...godzina 19,00 wreszcie gooral sprawny, wstyd się przyznać ale osobiście zmieniłem linki i wyregulowałem hamulce...
Dzisiaj do pracy przez park a z powrotem po 14,00 na Mielenko i Gudowo...ciężko się jechało, w domu odbiór kosiarki i dowożenie ziemi na ogródek tak że z dłuższego wypadu nici...no i deszcz wisi w powietrzu , może jutro pogoda będzie bardziej sprzyjająca...
5,20 rano na rower i do pracy , po 14,00 coś na ruszt i w las...Żołędowo i Karwice to cel dzisiejszego wypadu...powrotny wiatr bez zmian - porywisty...Poszalałem po lasach Karwickich , oj poszalałem, a tyle jeszcze mam ścieżek nieodkrytych... Licznik - 5894 km Bikestats - 5846 km... 48 km różnicy...
Dziś już bez niespodzianek typu ,,kicha'', o 14 - tej zakończyłem pracę , trochę podjadłem i w drogę przez Gudowo na Żołędowo i lasami w poligon a na poligonie zajechałem na Zły Łęg i Wilczy Młyn aż pod bunkry i stare transportery samochodowe z II wojny światowej,next time zabieram aparat foto , po leśnych bezdrożach jeździ się niesamowicie ,wiatr szalał w drodze powrotnej że hej , w najbliższych dniach będę gnębił goorala... Statystyki sobie a licznik sobie... Licznik - 5835 km Bikestats - 5785 km... Muszę to prześledzić...kto wali błędy
Gooralem na Gudowo, w Mielenku skręt do Żołędowa i przed brukiem wjazd do lasu, 12 km leśnym duktem w słońcu bez wiaterku to sama radocha, wypadam na nieznanej szosie , okazuje się że to droga Łowicka...aha , więc jestem już na poligonie , wracam z powrotem na szosę Kaliską i tu pssssss...kicha, a ja bez dętki zapasowej, telefon do syna i po pół godzinie jadę do Drawska autem Michała, w samą porę bo lunął deszcz,zmieniam dętkę , jeszcze raz wypad na peryferie miasta i na razie jest ok...zobaczymy jutro... Tydzień - 278,42 km...