Godzina 5,45 już nogi w noski i do przodu , trasa Żołędowo - skrzyżowanie Ińskie...pogoda wyśmienita, bezwietrzna i chłodno, w sam raz dla mnie...po obiadku i obejrzeniu na DVD filmu ,,Flock'' [Drapieżnik] mały spacer do Ziemska...
Powtórka z rozrywki...trasa skrzyżowanie Ińskie z paroma małymi nawrotami...dziś przekroczyłem 7 tys. km na szosówce... Godzina 19,40 wskakuje na rower i mały interwał do Dzikowa przed snem..
Od samego rana wisi burza w powietrzu, rezygnuję z jazdy i już o 6,00 zaczyna grzmieć i leje do południa, trzeba odczekać tę ulewę , może później będzie lepiej ? W samo południe jadę...Pozacierany, tłok na szosach , silny wiatr ,kałuże i w drodze powrotnej zmoczony przez deszcz,to zero przyjemności z jazdy rowerkiem...
Godzina 4,30 i już tnę ciemnymi uliczkami miasta,kierunek Chociwel, na wysokości Kamiennego Mostu nadal objazd, wracam pod lotnisko , parę kółeczek i pora do domku na śniadanie...jest 9,50 i zapycham ,,małosolny ogórec'' pychota...złamało mnie spanko na pół godzinki i dalej do Żołędowa, ale wiatr niesamowity i tłok aut w mieście i za miastem...ale 40 km pyknąłem...
Godzina 10,00 wypad nad morze samochodem z Jolą, Dorotą i Tomkiem do Grzybowa, powrót po 16,00...zawsze to jakaś odmiana , z tym że tłok na szosach niesamowity... Godzina 17,00 siadam na rower i na skrzyżowanie Ińskie, pod lotniskiem 2 kółka i do domu, o 20,00 już na miejscu... Klasyfikacja 77 i ok...
Godzina 5,00 wyjazd, zaczyna świtać a ja zaczynam pedałować...Ostrowice - małe śniadanko w domu , bo zapomniałem swojej frotte od potu i do Gudowa - Żołędowo i na tej trasie masakra, ruch jak na Marszałkowskiej, 3 razy zimny pot mnie oblewał jak mijali mnie barany o milimetry...potem ucieczka z tego tłoku do Ziemska, kanapka , parę rundek koło lotniska i do domciu...bo ogórasy trzeba wekować... Klasyfikacja 92...
Godzina 4,00 rano, a właściwie jest jeszcze ciemno robię dwa kółka wkoło miasta i w trasę...Kalisz - Złocieniec - Gudowo - Mielenko i finisz... Klasyfikacja - 144...
Wybrałem się z żoną do Lidla, a tam facet przymierzał kask rowerowy i już mnie chęć na jazdę zebrała, szkoda że nie było warunków, cały zachlapany wróciłem, ale parę km się przejechało...