Wpisy archiwalne w kategorii

Gentleman na Giant-manie...

Dystans całkowity:8597.82 km (w terenie 12.00 km; 0.14%)
Czas w ruchu:336:35
Średnia prędkość:25.54 km/h
Maksymalna prędkość:52.70 km/h
Liczba aktywności:87
Średnio na aktywność:98.83 km i 3h 52m
Więcej statystyk

Nie dla mnie sznur samochodów...

Wtorek, 11 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Od samego rana wisi burza w powietrzu, rezygnuję z jazdy i już o 6,00 zaczyna grzmieć i leje do południa, trzeba odczekać tę ulewę , może później będzie lepiej ? W samo południe jadę...Pozacierany, tłok na szosach , silny wiatr ,kałuże i w drodze powrotnej zmoczony przez deszcz,to zero przyjemności z jazdy rowerkiem...

Cudowny chłodny poranek...

Poniedziałek, 10 sierpnia 2009 · Komentarze(1)
Godzina 4,30 i już tnę ciemnymi uliczkami miasta,kierunek Chociwel, na wysokości Kamiennego Mostu nadal objazd, wracam pod lotnisko , parę kółeczek i pora do domku na śniadanie...jest 9,50 i zapycham ,,małosolny ogórec'' pychota...złamało mnie spanko na pół godzinki i dalej do Żołędowa, ale wiatr niesamowity i tłok aut w mieście i za miastem...ale 40 km pyknąłem...

Morze nasze morze...

Niedziela, 9 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Godzina 10,00 wypad nad morze samochodem z Jolą, Dorotą i Tomkiem do Grzybowa, powrót po 16,00...zawsze to jakaś odmiana , z tym że tłok na szosach niesamowity...
Godzina 17,00 siadam na rower i na skrzyżowanie Ińskie, pod lotniskiem 2 kółka i do domu, o 20,00 już na miejscu...
Klasyfikacja 77 i ok...

Całkiem miły poranek...

Sobota, 8 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Godzina 5,00 wyjazd, zaczyna świtać a ja zaczynam pedałować...Ostrowice - małe śniadanko w domu , bo zapomniałem swojej frotte od potu i do Gudowa - Żołędowo i na tej trasie masakra, ruch jak na Marszałkowskiej, 3 razy zimny pot mnie oblewał jak mijali mnie barany o milimetry...potem ucieczka z tego tłoku do Ziemska, kanapka , parę rundek koło lotniska i do domciu...bo ogórasy trzeba wekować...
Klasyfikacja 92...

Po 4 godzinnej ulewie...

Wtorek, 4 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Wybrałem się z żoną do Lidla, a tam facet przymierzał kask rowerowy i już mnie chęć na jazdę zebrała, szkoda że nie było warunków, cały zachlapany wróciłem, ale parę km się przejechało...