Wpisy archiwalne w kategorii

Gentleman na Giant-manie...

Dystans całkowity:8597.82 km (w terenie 12.00 km; 0.14%)
Czas w ruchu:336:35
Średnia prędkość:25.54 km/h
Maksymalna prędkość:52.70 km/h
Liczba aktywności:87
Średnio na aktywność:98.83 km i 3h 52m
Więcej statystyk

Zimny lipcowy poranek...godzina 4,55

Czwartek, 30 lipca 2009 · Komentarze(0)
Już o tej porze byłem na siodełku, pobudka wczesna jak mawia nasza miła Bikergonia i tu pozdrawiam kolarke...kurs do Kamiennego Mostu z małymi odskokami i powrót w silnym wietrze, ale rano jedzie się w chłodku i jest niesamowicie cicho, w mieście po za policją nie widać nikogo, mijam miasto duchów i wypadam na wylotową w lekkich promykach słoneczka...wróciłem głodny jak wilk, i 5 jaj wsunąłem jak nic, własne pozacierałem, poprawiłem Grześkiem i jabłkiem...

W silnych porywach wiatru...

Wtorek, 14 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 4,30 na nogach i start...Żołędowo - Chociwel - Gudowo,jak zwykle zabrałem 2 kanapki i oczywiście przywiozłem z powrotem, a kompot z czereśni smakował wyśmienicie...już od rana wiatrzysko hulało, ale po 80 km to już się zrobiło paskudnie, idzie burza...
I tu mała ciekawostka, wczoraj wieczorem się ważyłem...89 kg , a dziś po jeździe 88 kg...no ale zaraz nadrobię...
Rzecz najważniejsza...przekroczyłem 6033 km na Giancie bez jakichkolwiek awarii czy kosztów, oby tak dalej...

Z samego ranka...

Wtorek, 7 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 4,30...bez zbytniego pośpiechu jadę do Suliszewa , potem nawrót na skrzyżowanie Ińskie i z powrotem, parę spraw do załatwienia w szkole i rejestracja , zakupy i chwila wolnego czasu...

Ponury, mglisty ranek...

Poniedziałek, 6 lipca 2009 · Komentarze(1)
Godzina 5,00 już ruszam na trasę do Żołędowa rozładować stresa przed decydującą rozmową o dalszą moją pracę...kiedy wrócę , znowu wskoczę na rower, pytanie tylko z radości czy z wściekłości...ostatni dzień przymusowego urlopu...
9,30 pani dyrektor nawet się nie pofatygowała,ludzie lubują się w pewnych gierkach, no trudno mniej czasu będzie na jazdę rowerem a więcej spędzę na lataniu za nową pracą...nie ma co się przejmować, zawsze spadam jak kot na 4 łapy..
No więc wsiadłem na rower i heya pod Ciemnik i nawrót, łącznie jeszcze około 70 km pyknąłem...mimo słońca przyjemnie się jechało,bo był chłodny wiatr...

Jak najdzie ochota, to pies kota wychrobota...

Niedziela, 5 lipca 2009 · Komentarze(0)
Godzina 14,00...w trakcie oglądania Tour de France na Eurosporcie, nachodzi mnie ochota na jazdę, więc taki lajtowy wypadzik do Ziemska poprawił mi humor...i tak trzymać... Piękny finisz i wygrywa Cavendish i mała kraksa przed metą, a za oknem rozpadało się na całego...