Wpisy archiwalne w kategorii

Gentleman na Giant-manie...

Dystans całkowity:8597.82 km (w terenie 12.00 km; 0.14%)
Czas w ruchu:336:35
Średnia prędkość:25.54 km/h
Maksymalna prędkość:52.70 km/h
Liczba aktywności:87
Średnio na aktywność:98.83 km i 3h 52m
Więcej statystyk

Lipcowy poranek - Uriah Heep

Piątek, 3 lipca 2009 · Komentarze(2)
Dawno tak fajnie mi się nie jechało jak dziś, wstałem o 4 rano, 2 kanapki które notabene przywiozłem z powrotem...Chłodny , orzeźwiający wiaterek , rosa na trawie, mgiełki nad łąkami i wynurzające się słońce , tych widoczków mi brakowało...trasa do Chociwela, potem odskok do Mielenka sprawdzić czy już drogę Harcerską dokończyli, ale niestety jeszcze nie i do domu na zasłużony wypoczynek...wieczorem goorala potestuję pod kątem przebijanych dętek, już mam pomysł na lokalizację intruza...
Godzina 13,00 - Nie wytrzymałem i wyskoczyłem za miasto testować goorala, na 4 km do Gudowa flak, ok 4 km wracam pieszo i co się okazuje po oględzinach...klocek hamulca źle przykręcony przetarł dziurę w oponie, no to sobie na niej pojeździłem, szkoda ...Authora była...teraz tylko hamulce wymienić i po kłopocie bo już stare i ostre kanty mają, ale to chyba nie szybko bo brak kasy i praca wisi na włosku, wracam na szosówkę...
Godzina około 20,00 - dopada mnie cykloza, więc jadę w stronę Woliczna, ale tam tłok cofam się na Konotop...tu jest ok...no ale mimo wszystko duszno, ponieważ o tej godzinie jeszcze nie jeździłem , więc nie było źle...i tak z głupia frant w 3 etapach 160 km przejechałem...
Aha i po raz pierwszy pozwoliłem sobie na jazdę bez kasku...

Co nas nie zabije...to nas zepchnie na pobocze

Środa, 1 lipca 2009 · Komentarze(0)
Znów przesiadka na szosówkę, trasa do Ińska i nazad...na wysokości Oleszna zza zakrętu wypada kretyn, tak na oko ponad 100/h,zarzuca mu tył a ja w tym czasie ratuję się ucieczką na pobocze, 10 metrów po trawie i udaje mi się rower wyprowadzić na szosę, po debilu tylko kurz został, tyle go widziałem...teraz zrobię zakup dętki do goorala...

Pochmurno i ponuro...

Piątek, 19 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Powodów do zadowolenia nie ma bo popadało i wygląda , jak by jeszcze miało padać...w pracy,,muszę pomyśleć'' podłamało mnie trochę bo nie wiem czy next job nie będę szukał

Ach te wiatrzysko...

Wtorek, 16 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Dziś zmieniłem godziny pracy więc dziwnie jakoś się tak od razu przestawić i jeszcze te wiatrzysko wstrętne...teraz do września pracuję od 7-15...POZYCJA 300 hehehe

Nowy rekord - Piękna pogoda, trasa i dystans...

Niedziela, 24 maja 2009 · Komentarze(1)
5.45 już na nogach z mocnym postanowieniem podłączenia się pod grupę kolarzy którą widziałem 3 tyg.wcześniej w Stargardzie Szczecińskim...na rozgrzewkę do Konotopu a potem Ińsko - Chociwel - Stargard Szczeciński...jestem przed czasem czyli 9,40 więc skręcam na Nowogard i kręcę się po okolicy, tutaj już ruch większy ale szosa jest cacy, wyśmienita, robię na przystanku śniadanie a ich nie ma...więc ruszam do Nowogardu, zły że nie pojadę w grupie, dopiero później zajarzyłem że to był maraton, a nie luźna grupa kolarzy, no trudno...pogoda jak dla mnie wyśmienita , od rana chłodno i lekki wiaterek... za Maszewem mija mnie samotny kolarz , wymieniamy pozdrowienia, ja laitowo 27-29 a on nieźle ciśnie, postanawiam to sprawdzić no tak 37-39 na liczniku , wytrzymuję takie tempo przez kilkanaście km...potem powoli mi odjeżdża, na koszulce miał ,,Goleniów'' pewnie z klubu gość, ale co to ? przed samym Nowogardem na którymś zakręcie miga mi znajoma sylwetka, naciskam pedały i w samym mieście Go dochodzę, więc nie jest żle z moją kondycją...skręca na Kamień Pom, ja zanim, on chodnikiem ja szosą za miastem zakręcam z powrotem, czas do domu, po 200 km zaczynają mi drętwieć nogi w przyciasnych butach, robię postój i tak jeszcze ze 3 razy, przeklinam te buty, w bidonie skończyła się herbata, jak zwykle wybrałem się bez kasy na wariata...siodełko za bardzo pochylone więc cały ciężar ciała przenosi się na ręce...w Ińsku już na resztkach sił dopadam jeziora, teraz kiedy się opiłem jezioranianki, dostaję kopa...jeszcze raz uzupełniam bidon w moim źródełku i do Dzikowa, zaliczam na finisz górę i do domu...12 godzin jazdy w ,,imadle'' to trochę za dużo...wróciłem do domu poważnie osłabiony, telefon od kumpla że czas grillować, więc idę z Jolą, ona delektuje się Advocatem ja browarkiem, jak mi te piwo smakowało...hehehe