Wpisy archiwalne w kategorii

Gentleman na Giant-manie...

Dystans całkowity:8597.82 km (w terenie 12.00 km; 0.14%)
Czas w ruchu:336:35
Średnia prędkość:25.54 km/h
Maksymalna prędkość:52.70 km/h
Liczba aktywności:87
Średnio na aktywność:98.83 km i 3h 52m
Więcej statystyk

Ta sama trasa...z Piotrkiem

Wtorek, 19 maja 2009 · Komentarze(0)
Rano wybierałem się jak sójka za morze, w końcu ruszyłem do Żołędowa, kolejny raz mijając dyrektorkę po drodze...wpad na krzyżówkę Ińską i dalej już z Piotrkiem powrót do Drawska pod Netto, małe co nieco na ruszt, i odprowadzam Go pod Zagozd, sam wracam bo mam sprawy w urzędzie, potem zakupy w Netto i do pracy..na dodatek pękł pasek od noska przy pedale...
Środa - ponieważ w sklepie u nas takich pasków nie ma, idę do szewca, może on coś poradzi, zanituje czy zszyje, obadamy...
Czwartek - Zszył i jest git, zanim go założyłem to już się odechciało jazdy dzisiaj, ruszam jutro...

55 km solo...reszte w duecie z Piotrkiem...

Poniedziałek, 18 maja 2009 · Komentarze(0)
Parę minut po 6,00 już byłem na trasie do mostu Żołędowskiego, tam parę zrywów pod górki i wracam do domciu , bo zaczyna kropić deszczyk...w domu dostaję SMS od Piotrka czy jadę, pewnie że jadę, zawsze co dwóch to dwóch...fajnie się w 2 jedzie bez porównań...odprowadzam Go jeszcze do Zagozda i nawrót do sklepu po opony, niestety są, ale nie ten rozmiar, poczekamy na moje do piątku...

Czas wrócić na szosę...4 dni przerwy to za dużo

Środa, 13 maja 2009 · Komentarze(0)
Po czterech dniach leniuchowania, znowu poczułem zew natury...Ińsko - Żołędowo to trasa którą dziś pyknąłem, ale z rana do 50 km to było niemożliwie zimno...potem już coraz cieplej...Zmieniłem dziś na siodełko białe i oryginalne które było w komplecie, gel idzie na ,,goorala'' który będzie odrestaurowany gruntownie...

Długie ciuszki dały dziś na poty...

Piątek, 8 maja 2009 · Komentarze(0)
Żołędowo - Ziemsko - Żołędowo - Netto i o 10,30 do pracy na 3 - dniowy turniej koszykówki dzieciaków...może pod wieczór uda się jeszcze trochę pojeździć...nie udało się, bo skończyli póżniej niż zakładali, a do tego padał deszcz, do poniedziałku odpoczywam,udało się sprzedać pedały na Alegro, zostały jeszcze buty...
Dziś niestety pracuję a przez Drawsko jechali kolarze z Pętli Drawskiej...dopingowałem gorąco...
Niedziela...hurrra dziś 3 dniowe mityngi zakończone nareszcie będę mógł spokojnie w weekendy pojeździć....bójta się wójta
Poniedziałek...dziś dzień gospodarczy, grzebałem przy rowerkach, szczepiłem psa i wysłałem zakupione pedały...
Wtorek...dzień do dupy zimny silny wiatr i ołowiane niebo nie zachęciły mnie do jazdy, daję na luz...

Walka na śmierć i życie...

Czwartek, 7 maja 2009 · Komentarze(1)
Trasa do Żołędowa przebiega spokojnie , świeci słoneczko , słaby wiaterek, jedzie się ok...robię nawrot i przy zakręcie słyszę trzask gałęzi z lewej strony,już wiem że coś się zaczyna dziać...na szosę wybiega sarenka, cała poraniona,krwawi a za nią duże białe psisko...przecinają szosę i pędza w las 10 metrów przede mną, wyhamowuję i zaczynam obserwować rozwój wypadków...nagle sarenka robi zwrot i zaczyna pędzić w moją stronę, jak by czuła że mogę jej pomóc...ten biały skurwiel nie odpuszcza i gna za nią...sarna dosłownie 2 metry przed moim rowerem przeskakuje na drugą stronę lasu...jestem oszołomiony rozwojem sytuacji, pies się zatrzymał i patrzy na mnie...czuję że włosy stają mi dęba,a ten ocenia czy będę lepszy od sarny...wrzasnąłem na niego parę razy a psisko kwili z niecierpliwości że mu sarna uciekła...w końcu rusza dużym półkolem mnie omijając tropem sarny...nie wiem czy jej pomogłem, może uciekła a może, e lepiej nie myśleć tak czarno...jadę dalej ale szok mija dopiero po kilkudziesięciu km...2 dni temu w Olesznie mijałem ślimaka na rowerku, jeszcze myślałem żeby Go nie rozjechać, dziś wracam a ten sunie przez szosę ale z powrotem...hehehe
Już za Olesznem w stronę Ziemska wyskakuje wprost na mnie zając...idziemy na czołowe,powoli odbija w bok i przycupnął obok rowu, jak Go mijałem kulił uszy, nawet się nie bał...dziś chyba miałem dzień opieki nad zwierzętami...

Wiosenny deszczyk i pierwsza zarzuta przy hamowaniu...

Wtorek, 5 maja 2009 · Komentarze(1)
Trasa standardowa , Ińsko - Żołędowo - Netto i o 10,30 byłem doma...Ruszam przed 6,00 po kilku minutach orientuję się że zapomniałem o liczniku, wracam , zabieram i jadę na Ińsko...jest zimno i znów musiałem w długie rękawki i nogawki wskoczyć, ale ogólnie jedzie mi się bardzo dobrze...na rampie odbijam na Żołędowo, już wracając czuję pierwsze krople spadającego deszczu na dłoniach, przyspieszam...za pocztą w mieście muszę ostro przyhamować i pierwszy raz mnie tak ostro zarzuciło, jak by ktoś kopnął z boku w tylne koło, niemiłe uczucie, fakt szosa jest mokra po deszczu a moje laczki już wyślizgane, po niedzieli będą nowe, czekam na dostawę...w końcu na dotychczasowych zrobiłem już ponad 3,600 km, ale po suchym idą jeszcze jak burza...ciekawe ile jeszcze na nich przejadę km...hehehe, jest godzina 13-ta a tu pada jak diabli...
Środa - cały czas leje deszcz, nici z jazdy...

Kolejny rekord życiowy pobity nieznacznie...

Niedziela, 3 maja 2009 · Komentarze(5)
Ale sukcesem trzeba się upajać powoli aż do 400 km...choć nie ukrywam że w pewnym momencie podjąłem taką decyzję , że dziś pojadę 400 km, ale powracający Poznaniacy z urlopów wybili mi to z głowy, po południu tłok jak na Marszałkowskiej...zrobiłem jeszcze błąd z nowymi butami i odcierpiałem swoje , bo nogi miałem jak w kajdanach...
Rano już o 5tej byłem na rowerze a tu przykra niespodzianka, niemożliwe zimno...po 35 km chciałem już dać sobie na luz...w końcu po gorącej herbatce ruszyłem do Żołędowa potem na Ińsko, Chociwel i Stargard Szczeciński , tam jem śniadanie i widzę grupę 10-15 kolarzy wyjeżdżających z miasta, wskakuję na rower i pędzę za nimi,kiedy do nich doskoczyłem, to skręcili na Nowogard, ale 2 jedzie na Dobrzany,na koszulkach maja emblematy sportowe ,,Lipiany'' trochę jak dla mnie słabe tempo więc macham im pozdrowionko i lecę do przodu, dalej odbijam na Dobrzany i wracam do domu na obiad,mam już 240 km pykam jeszcze raz Żołędowo i Łobez i żona telefonicznie wzywa mnie do domu , bo dzieciaki zabrały klucz...

Parada motolotni była...

Piątek, 1 maja 2009 · Komentarze(0)
Tak szumnie zapowiadana ze startem w Ginawie i metą w Borne Sulinowo, miało być 40 motolotni...więc zrywam się rano i jadę na miejsce zbiórki...widzę 2 już na niebie 3 na kołach i to cały pokaz był...śmiech na sali a w Ginawie nawet pies z kulawą nogą nie wyjrzał...

Z osą w tle...

Czwartek, 30 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Żołędowo...wracam do Drawska a po plecach mi coś łazi...próbuję to strząchnąć, wyrzucić, stłamsić, takie niemiłe uczucie, już w domu kiedy zdjąłem koszulkę, okazało się że to osa...jakim cudem mnie nie użądliła, pozostanie jej tajemnicą...