Od siedmiu wzwyż...5000

Poniedziałek, 9 marca 2009 · Komentarze(2)
A zaczęło się bardzo nieciekawie, przy słabej widoczności...kombinuję gdzie tu jechać żeby było bezpiecznie, nie sztuka w tej mgle narobić sobie kłopotów...
Obrałem kierunek Oleszno,i tak powoli się rozkręcałem , bo tu ruch minimalny...

Potem na skrzyżowanie do Ińska,ale dalej normalną szosą się boję bo nadal gęsta mgła, więc wracam z powrotem...

Na polach i łąkach zatrzęsienie żurawi, to niechybny znak że wiosna u bram...


W lasach wojsko i strzelanie z czołgów, jechałem z powrotem i jak jebnęli to mało z rowera nie spadłem...hehehe

Przed hotelem robię 5.000 kilometr...ok

Skręciłem na Żołędowo i gazu, no ale bez przesady, Lance Armstrong by się załamał...chyba pojadę w tegorocznym Tour de France, a co sobie będę żałował z taką maximalną...
Cholera mam nadzieję że po resecie , znikną te przekłamania...

A jak cudownie smakowała mi po tej trasie micha a nawet 3 zupy ogórkowej, palce lizać...ach ta moja żona...wie jak mężowi dogodzić...zapomniałem dodać że dziś bez czapki pod kaskiem i buty letnie zamiast zimowych, różnica była odczuwalna in plus...85 dzień aktywnej jazdy na rowerze...

Rowerowy Dzień Kobiet...

Niedziela, 8 marca 2009 · Komentarze(2)
Na początek to życzę wszystkim paniom na rowerach wszystkiego co najlepsze może je spotkać w życiu...

A teraz do rzeczy, w tym dniu musiałem zrobić na rowerze setkę i udało się...
Dziś celem była ścieżka rowerowa...
Sam dojazd do niej ma 31 km długości...
Prawie jak przystanek...Woodstock

W Toporzyku skręcam w lewo i już jestem na fajnej ścieżce liczącej bez mała około 30 km...

Pięknie się jedzie taką drogą, człowiek nie musi oglądać się na TIR y, w miarę równy asfalt...

Jak widać wandale i tu nie próżnują...komu przeszkadzała ta ławka, nie lepiej iść na siłownię albo łbem w mur nawalać ?

Krótki postój dla zmęczonych nóg i ugaszenie pragnienia...

W drodze powrotnej też wypada się posilić, tym bardziej że od Połczyna cały czas jechałem pod górkę i pod wiatr...

Cała ta ścieżka zdrowia została wybudowana na nasypie kolejki wąskotorowej, czego pozostałością są nieczynne już stacje dworcowe...Powiem więcej od Drawska aż do Szczecina, ciągnie się taki nasyp przez 100 km i UE daje na to kasę tylko burmistrzowie poszczególnych gmin nie mogą się dogadać, i projekty zalegają głęboko w szufladach...to taka mała polska zaściankowość...
Aha, to była 6 setka...

Sobota nad jeziorami...

Sobota, 7 marca 2009 · Komentarze(3)
Dziś turystycznie podchodzę do jazdy ze względu na mgłę...na początek odwiedziłem Gudowo i jezioro Lubie...

Następny cel to jezioro Jelenie, malowniczo położone w kotlince...



I tak z lekka ubabrany błotem wypadam na szosę do Kalisza, jadę na pole namiotowe za most betonowy, muszę odpocząć i się posilić...





No to wracam przez Drawsko wpadam do Suliszewa a tam mnie zatkało...facet kapitalista wyzyskiwacz, nielubiany przez okolicznych mieszkańców za mobbing wystawił sobie kapliczkę, co za dwulicowość...

Wracam przez Gudowo a tam za wioska w szczerym polu na sztucznym zbiorniku wody pływa łabędź...cudowny

Finisz robię w miejskim parku, po alejkach...

Koło muszli koncertowej, wkrótce odbędą się tu koncerty fortepianowe, w końcu to park im. Chopina...

Muszę się również pochwalić miejscowym Stonehenge...hehehe

Obok czołgów, chluby Drawska, w prawo i do domciu na zasłużony odpoczynek, ale dziś czuję zakwasy...chyba te szwendanie się po lesie daje o sobie znać...

4823 km na liczniku po przebiegu...

Wykrakałem...

Piątek, 6 marca 2009 · Komentarze(1)
Wypad do sklepu po pieczywo nie nastroił mnie optymistycznie...silny wiatr, deszczyk zaczyna siąpić,za dużo nie pojeżdżę,pokręcę się po okolicy na wypadek gdy by lunął deszcz...


Pojechałem bez pelerynki...
Na poligonie strzelanie, wjazdy do lasów strzeżone przez żandarmerię,po wsiach nie uwidzisz psa, wystraszone siedzą w budach...i to jest plus, dobrze że się skusiłem...

Kółko graniaste, czterokanciaste - znowu scentrowane...

Czwartek, 5 marca 2009 · Komentarze(1)
Szlag mnie trafi z tym rowerem, fakt dziś bym chyba nie pojeździł, takie wiatrzysko hula...co nie znaczy że koło znowu scentrowane,idę do Jacka ubijać interes z kołem... no i po ubijaniu ,koło sprzedane , a mnie olśniło...i nie tylko słońce które teraz grzeje w najlepsze,oj pohulał bym po szosach a tu do pracy trzeba iść...
Aha i na domiar złego złamał mi się przedni hamulec, wywaliłem dziada całkiem precz...pojeżdżę tylko na przednim, i tak nigdy nie używałem przedniego, bo raz się w ten sposób wywaliłem z wędkami, mało co nóg nie połamałem...komórek wtedy nie było, kto by mi w lesie udzielił pomocy ?
Echooooo...
Zero inwestycji w goorala, zaczyna się piękna pogoda, czas rozbujać szosówkę...Jeszcze parę dzionków na gooralu i przerzucam się na Gianta,kupię dętkę zapasową i hulaj dusza...Dobrze śmigał mi ten rowerek do wypadku, wszystko było w nim oryginalne, a teraz taki szmelc sprzedają,ciągle w nim się coś psuje, aż strach nim w dłuższą trasę wyskoczyć...
Jak się zacznie prawdziwa wiosna to zarzucam swój piękny strój kolarski, nowy rower szosowy i szpan na całego...aparat na szyję i w Polskę...
Ale póki co , ale póki czas...

Bez tylnego hamulca...

Środa, 4 marca 2009 · Komentarze(0)
Kurs do Żołędowskiego mostu i z powrotem,wiatr w twarz,zimno i ponuro...
Ogólny przebieg 4653 km...
No i dało się pospawać...to mnie cieszy
A w drodze powrotnej zawsze mijam swoja ex firmę...

Czwarta setka...

Wtorek, 3 marca 2009 · Komentarze(0)
No to dziś trzeba się sprężyć, kombinuję trasę w granicach 80 km...Jest mgła, jadę do Gudowa i z powrotem, potem zakupy , śniadanko i do Kalisza...z góry zjechałem tylko 49,9 cienko, skręcam na Giżyno...

W Studnicy zakręt w prawo i na Pępłówek pędzę, na drogowskazie pokazuje 5 km do Pożrzadła, w rzeczywistości jest 6,5 km...

A droga jak widać , pożal się Boże...

Pruję do Drawska, mijam moje miasto i w Suliszewie skręcam na Gudowo...w wiosce pokazuje mi 100 km...no to nieźle, a za wiochą pokazuje 4600 km razem...przy wjeździe do Drawska zaczyna siąpić deszcz, na szczęście zdążyłem..ale pogoda do bani, rano mgła, ciężkie powietrze skraplające się...dosyć chłodno, szczęśliwie bez większego wiatru, ale trudy tej trasy trochę odczuwam...
Wieczorem przy stadionie trochę pojeździłem i złamałem tylny hamulec...jutro spawanie u Ryśka jak nie, to duży problem będzie...

Pogoda dla bogaczy...

Poniedziałek, 2 marca 2009 · Komentarze(0)
Ze względu na paskudną pogodę dziś daję luz, pokręciłem się trochę po obrzeżach miasta i starczy...Musiałem założyć drugą bluzę dresowa na grzbiet, co mi się rzadko zdarza nawet przy większych mrozach, pokręciłem jeszcze po parku i ścieżce zdrowia...


Trzecia setka - 4400...

Niedziela, 1 marca 2009 · Komentarze(0)
Trasa Drawsko Pom - Kalisz Pom - Złocieniec - Drawsko Pom to dystans 86,14 km...
Bardzo ładna trasa , jestem pod wrażeniem...są długie proste odcinki,pagórki i wzniesienia, bardzo urozmaicona droga o czystych poboczach bez drzew...zobaczymy latem jak tam się jeździ w dni robocze przy normalnym ruchu...

Te rondo jest dla mnie porannym dylematem, w którą stronę mam ruszyć, nieraz decyduję się w ostatniej chwili...
Ale po kolei, za mostem jak dla mnie zaczyna się paskudna kostka brukowa na dystansie 1 kilometra, przy mojej wadze nie jest to miły podjazd...

Straż Pożarna w Pomierzynie i już znikam za pagórkiem...

Po drodze trafiam na ślicznego kreta, niestety jest martwy, a przecież nikt Go nie przejechał, szkoda zwierzaczka...

Teraz przejeżdżam przez Pomierzyn, jadę już do rogatek Kalisza Pom...
Dojeżdżam do słynnej góry zjazdowej do miasta Kalisza, tu są rekordowe prędkości...

To w tę ścianę wjechały dwie ciężarówki z piaskiem w latach 70tych, kiedyś tu była mordownia...zobaczyć zdziwione gęby pijaczków nad kuflami piwa, kiedy widzą samochód wjeżdżający przez ścianę...bezcenne

Koło Straży Pożarnej skręcam w prawo i tnę na Złocieniec...


Przez Giżyno przeleciałem jak burza...

Chałupa w Pępówku jest zajebista...facet biedny to ma Polsat...

Zjazd za Studnicą też jest imponujący...

Jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić nowe wstawić...zabawa podmiejska zabawa...


Dojazd do Żabinka i zaraz będzie blisko Złocieniec...
O i jest telewizja na życzenie... ,,Audycja dla wsi, o wsi i ze wsi'', akurat leci reklama więc pędzę dalej...hehehe
A swoją drogą to takiego kretyna co wyrzucił te telewizory do rowu, powiesił bym za jaja na przydrożnym drzewie...


Chyba trzeba zrobić konkurs na najpiękniejszą chatę, ta na razie prowadzi w rankingu...

Ale kościółek jest niczego sobie...

Już mam Złocieniec, skręt w lewo i prosto do Drawska...


No a teraz na halę bo za chwilę Liga Zakładowa...

Jeszcze parę kółek po mieście i fajerant...

Ostatni dzień lutego...i dobrze

Sobota, 28 lutego 2009 · Komentarze(0)
No więc z samego rana ruszam w rajd po szosach i bezdrożach ostatniego dnia lutego tego roku...

Pierwsza runda do Gudowa, na Suliszewo i nazad...razem 14,97 km dokładnie...
Przy rogatkach miasta jest taki fajny widoczek...

Teraz obieram kierunek na Oleszno, ale na zakręcie czeka na mnie niespodzianka, zarzuca lekko rowerem,ooo nie jadę dalej, jest ślisko...

Zawracam i skręcam w prawo na Młynowo...

Mostek połamany nie zachęca do dalszej jazdy...

Ale krajobraz z boku mówi sam za siebie, prę dalej...

A tutaj to będzie wesoło, tym bardziej że tylne koło zaczyna obcierać o widelec...


No to błoto mam za sobą i ścieżkę zdrowia również, jeszcze tylko wzdłuż torów się przedrę i jestem na miejscu...


Już widzę moją połamano chałupo, i dobrze zaraz poprawię koło i walę na mecz koszykówki...


Zaraz po meczu zamykam halę , krótka rozmowa z Mariuszem, ustawia mi hamulec i daje wskazówki co do koła...więc bez stroju, tak jak stoję jadę teraz odwrotnie niż rano ...
Kawałek za Drawskiem, robię parę fotek...

Już dojeżdżam do Suliszewa, widać zakręt w prawo,na Gudowo...


Widoki i tu są piękne jak na ten mroźny dzień...
Zielono się robi i coraz cieplej...aż się dusza raduje że wiosna nadchodzi...wow



Ta willa jest niesamowita, zbudowana na wzór staropolskiej chałupy, robi wspaniałe wrażenie....

Na końcu tej uliczki jest już zakręt w prawo i do Drawska...

No to już jestem w domu...

Wiosna, wiosna , a bocianów jeszcze nie widać...

A tak na marginesie dodam że w lutym , najkrótszym miesiącu roku, zrobiłem kolejny rekord...14 aktywnych dni, czyli co drugi dzień na siodełku...oby tak dalej...
4322 km gooral wykręcił przy mojej pomocy...