100 - Cztery wesela i pogrzeb...

Sobota, 28 marca 2009 · Komentarze(0)
Kilometrów deko więcej, a o 13,00 mam pogrzeb znajomego...Dziś nowa trasa,Drawsko - Połczyn - Redło - Świdwin - Łabędzie i dom...
95 aktywnych dni na rowerze...Koło Toporzyka wpadam na ścieżkę rowerową, jest mokra i miejscami są duże kałuże i błoto spływające z pola, cholera jak zawaliłem sobie rower, cały w błocie, będę miał w domu myjkę, jak ta lala..Przed Świdwinem zjeżdżam z ostrej górki...lecę już ponad 40 km/h , osobowe za mną wcale nie kwapią się mnie wymijać, i bardzo dobrze...dopiero teraz widzę że to ser szwajcarski a nie asfalt, na wyhamowanie za późno...odbijam na środek szosy i zaczyna się slalom między dziurami...jestem naprawdę wystraszony, na szczęście nie wpadam w żadną, bo skończyło by się to naprawdę źle...jeszcze jedna nauczka żeby na dziewiczym terenie bez rozpoznania nie szaleć...całe życie człowiek się uczy,w samym mieście wjeżdżam w jednokierunkową, na szczęście nie ma glin a ja umykam na chodnik...mylę jeszcze trasę wylotową i dopiero koło pomnika lotników orientuję się gdzie jestem, nie spodziewałam się w sobotę takiego ruchu w mieście, wypadam za miasto i tam kolejna niespodzianka...wiatrzysko na pagórkowatym terenie prosto w twarz i całą niemal trasę mam do domu pod górkę niemal przez 30 km...2 razy schodziłem z roweru przy bardzo silnych podmuchach bo nie miałem już sił pod te góry się na siłę pchać...no i przez całą setkę miałem ogień koło tyłka od siodełka, dopiero przy 60 km trochę odpuściło...dzisiaj już zmieniłem siodełko na żelowe z goorala, bo tamte już mam opracowane...i to by było na tyle dzisiaj, do zobaczenia i do usłyszenia jutro na trasie...komentował dla państwa B.Tomaszewski...hehehe
P.S
W tej chwili jest 21,00 i na dworze leje jak z cebra, jak szosy do rana nie przeschną , to jutro odpuszczam...amen

Odpoczynek wojownika...

Piątek, 27 marca 2009 · Komentarze(0)
Rano lookam w okno a po szybach deszcz aż dudni, więc włączyłem TV i się rozkoszuję domowym ogniskiem...około 13,00 przestało padać i na 5 minut wyjrzało słońce, a ja już siedziałem na rowerze...i tak relaksowo przejechałem pod wiatr około 70 km...i pierwsze mycie Gianta, bo po deszczu szosy w lasach mokre , więc cały upaprany wróciłem...

Nowy rekord życiowy...

Czwartek, 26 marca 2009 · Komentarze(10)
Na rozgrzewkę do SKR dopompować koła kompresorem,potem w ramach porannej wycieczki do Żołędowa...i pierwszy etap podróży za mną...Tak z głupia frant pykam rano 40 km, wracam na posiłek i w drogę, trochę się ociepliło więc narzucam tempo,wpadam w rytm i na prostej udaje mi się momentami jechać 40 km na godzinę...zaczyna mi się ta szosówka podobać...kiedy mam około 100 km na liczniku pogarsza się gwałtownie pogoda, wyjeżdżam ze spokojnej trasy prosto w kocioł samochodowy...10 km męczarni i trochę strachu, jada jak wariaci, chyba próbują mi zerwać rękawy z koszulki i zaliczam 3 wymuszenia, trasa dziurawa jak diabli, prędzej stąd uciekać bo to koszmar nie jazda, po około 10 km skręcam na Storkowo i od razu ciszej...głupio tak kończyć jak się dobrze jedzie,więc pędzę dalej, stary rekord z przed paru dni już nieaktualny a do domu około 25 kilosów...nareszcie jestem...jem obiadek, rzut oka na licznik i zegarek, jest 15,30 i około 30 km brakuje mi do 200...szkoda czasu a druga taka okazja może się długo nie trafić...jadę

Na finiszu mam dokładnie 201,55 km...czuję się bosko, kto tyle przejechał , ten wie o czym piszę...bolą mnie ręce i nogi, boli mnie całe ciało, ale nikt nie mówił że będzie łatwo...hehehe
Z wrażenia chyba nie odfajkowałem trasy co ni mniejszym czynię...Drawsko - Żołędowo - Oleszno - Ińsko - Chociwel - Storkowo - Ińsko - Ziemsko - Złocieniec i chawira...Dziś leje i kicha z wyjazdu, wczoraj już wisiało w powietrzu wielkie lanie, więc tym bardziej się cieszę , że się udał ten nieplanowany wypad po rekord

Testowanie Gianta...

Sobota, 21 marca 2009 · Komentarze(1)
Jestem pod wrażeniem, krótka konkretna trasa i full zadowolenie że kupiłem szosówkę...10 km przejechałem wpierw Giantem, potem góralem...niebo a ziemia...
teraz siedzę i kontempluję tę jazdę, bo dziś za duży wiatr i poobcierany jestem niemożebnie...długo się nie nasiedziałem, machnąłem się jeszcze do Dzikowa,szedł mój Giantcik jak huragan...

Tak z rozpędu...

Piątek, 20 marca 2009 · Komentarze(2)
Co by nie mówili że przejechał 150 km wczoraj i dziś leży i zdycha...hehehe
Fakt, jak wskoczyłem na siodełko to czułem się jak fakir na desce z gwoździami, ale po 40 km już było rozjechane...zimno i trochę szarawo z rana było, ale wróciłem na posiłek, zabrałem aparat bo słońce wyjrzało i znów chciało się żyć...
Cholera, znowu mgła ?

Aha i sprawa jasna...chłopaki wypalają gałęzie...

Nawet już jeden stadion jest gotowy na Euro 2012 roku...

Potem to już tylko jechałem i pstrykałem, jechałem i pstrykałem...



W pewnym momencie wchodzę do lasu zaczerpnąć świeżego powietrza , napić się herby i słyszę trzask łamanych gałęzi, to sarny , a było ich z 50 rzuciły się do ucieczki przez szosę, pobiegłem za nimi , odpaliłem aparat i ostatnie z nich uwieczniłem...




Kolejny rekordzik zaliczony...najwięcej km w miesiącu, po za tym mam już pompkę i dętki, jutro kompletuję szosówkę i w drogę jak pogoda dopisze...

Zaszalałem...

Czwartek, 19 marca 2009 · Komentarze(7)
Lata 60te...Wyścig Pokoju , na szosach byłego bloku wschodniego szaleją Magiera, Kudra , Kegel,Zieliński, Szurkowski, Mytnik, Szozda ... komentatorem jest słynny Bogdan Tomaszewski , jako młody chłopak oglądam ich w TV z wypiekami na policzkach i myślę sobie jak Ci kolarze jeżdżą przez dwa tygodnie po 100 - 150 km dziennie na takim małym siodełku ?
40 lat później...

Jest marcowy ranek zimny wiatr ścina z nóg...i ja gostek w podeszłym wieku powinienem się uwalić w fotelu bujanym z cybuchem w zębach, no cóż bujam się , ale na starym zdezelowanym góralu i dziś spełniło się marzenie młodego chłopaka...że jak się chce to wszystko można...Hehehe i zgred przejechał na rowerze ponad 150 km...
Yes, yes,yes...jeszcze ze szczęścia to do mnie nie dociera...a przecież jeżdżę dopiero od paru miesięcy...
A przy okazji machnąłem około 200 fot...
Oto największy w Europie rezerwat dzikich ptaków i tysięcy żab...



Jeziorko koło Oleszna zwane ,, Kociołek '', bo tak wygląda z góry...

Jest teraz godzina 21,00...spojrzałem za okno a na dworze biało, już jak wracałem to lekko prószyło...jutrzejszy wypad stoi więc pod znakiem zapytania...
Na specjalne życzenie flasha...z gorącym pozdrowieniem z ziemi Drawskiej...






Co to znaczy się wygłodzić...

Poniedziałek, 16 marca 2009 · Komentarze(1)
Po 3 dniowej absencji rowerowej dziś mimo że ziąb jak diabli jechałem jak na skrzydłach, czas mnie ograniczył, bo powoli szykuję szosówkę i dziś były zakupy..w sobotę chcę zadebiutować na Giantcie wraz z wiosną...A cały dystans 75 km przejechałem bez kropli wody...latem bym nie dał rady...
Dawałem kierunek Ińsko, ale do końca nie pojechałem, ze względu na rower i czas...

Kolejna setka...

Czwartek, 12 marca 2009 · Komentarze(5)
Kolejna setka pękła, dokładnie ósma...a na zagrychę było...
Oleszno...

Ziemsko...
Studnica...
Ińsko...
Storkowo...

Ginawa...
Warszewo...

Suliszewo...
Gudowo...
Wieczorkiem stwierdziłem, pękniętą szprychę , a i tak przez 3 dni mam w pracy Turniej Koszykówki od rana do wieczora, to kicha z jazdy...na szczęście załatwiłem kolejne koło, może te będzie bardziej wytrzymałe...to już 3 szprycha i 3 koło zmieniane...
5201 km zrobione na moim gooralku...

Po wczorajszej przerwie...

Środa, 11 marca 2009 · Komentarze(1)
Padało wczoraj cały dzień, aż do dzisiaj rano, myślałem że kolejny przymusowy odpoczynek , ale nie...jako tako się rozpogodziło i ruszyłem...do Żołędowa...w drodze powrotnej zaczęło świecić słoneczko, a tu nagle jak nie hukną z działa aż się słońce schowało, myślę sobie pewnie trafili i teraz po ciemku będziemy jeździć, ale nie ...po paru minutach wyjrzało, dobrze że spudłowali,będzie wiosna...