Fotograficznie...2

Sobota, 11 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Na luziku, tak przedświątecznie do Chociwela i z powrotem, po drodze parę przystanków na foty i podziwianie krajobrazów Ziemi Drawskiej...
A dla mnie sprawa najważniejsza, od paru dni odkąd obniżyłem siodełko...już nie wiem co to ból i otarcia...jaka ulga...na wadze spadłem w tym roku 9 kg...

A to są lwy sawanny Drawskiej...

A wszystkim użytkownikom jeżdżącym na rowerach życzę Wesołych Świąt...

Fotograficznie...

Piątek, 10 kwietnia 2009 · Komentarze(4)
Do Chociwela i z powrotem, po drodze spotkałem w Ińsku Piotrka parę fot i do pracy, jak wziąłem aparat to żaden groźny zwierz na mnie nie wylazł, jeden w lesie leżał ale martwy, myślałem że wilk, ale to piękny kiedyś pies i zakończył żywot w lesie, pyknąłem mu foto a co tam, niech ma...hehehe , sesja z martwym psem w tle...niezły meksyk. Jeszcze do pracy w te i nazad 3 razy...i parę km doszło...

Bliskie spotkania III stopnia ...z borsukiem

Środa, 8 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Zawsze jak nie wezmę aparatu foto...to coś fajnego mi umyka, tak było i tym razem...kilkaset metrów przed Czertyniem , widzę jak w kierunku szosy coś powoli biegnie z lasu, zwolniłem i czekam...3 metry przed mną wturlał się na szosę misiowaty borsuk, był śliczny, i idzie w moją stronę...stanął 2 metry przed moim Giantem i łapie zapachy...a mi po głowie biegną myśli czy borsuki są agresywne ? Hehehe na szczęście nie...nagle wyczaił że jestem dla niego bee i ruszył do lasu i tyle Go widziałem...parę minut stałem i podziwiałem jak się oddala...od jutra biorę aparat...

Ustawka z g286...

Wtorek, 7 kwietnia 2009 · Komentarze(2)
Po wczorajszym odpoczynku , dziś ustawka z Piotrkiem...z początku nie możemy się dogadać co do miejsca spotkania, ale w końcu razem w Ińsku, on ustala trasę i lecimy przez Węgorzyno do Łobza po drodze mijamy Radowo Małe, dla mnie to nowa trasa, przed Łobzem zabójczy podjazd po chropowatej nawierzchni...dzielnie obaj sobie z nim radzimy...w Łobzie się rozstajemy...przez parę km jadę sam ,przed Zajezierzem majaczy mi sylwetka kolarza, po paru minutach już się sobie przedstawiliśmy i przez parę km jedziemy razem rozmawiając, na zjeździe do Drawska macham mu na pożegnanie i jadę do domu, on pod CPN bo się ustawił z następnym kolarzem...bardzo dobry wypad, jestem zadowolony, w samo południe w domu, zaraz do pracy, a jutro znowu w drogę...

Niedziela palmowa w Stargardzie Szczecińskim...i rekord

Niedziela, 5 kwietnia 2009 · Komentarze(10)
A rano wyglądało tak że już po 20 km chciałem wracać do domu, bo szykowało się na deszcz, takie szare niemiłe niebo przez parę godzin straszyło...Oj, nie było łatwo, nie było...ale się udało
Nogi bolą , ale jaka ulga , że to już za mną...
Moje ostatnie 7 dni na rowerze...1.269,22 km
Zacząłem skokiem na Chociwel, potem się najarałem na Stargard Szczeciński...na 84 km pod Zachodniopomorską Szkołą Biznesu nawrót, i do domu na obiad, cały Chociwel rozkopany, oj jak zrobią to się pojeździ po tej poszerzonej autostradzie...po obiadku wypad na Kalisz i Złocieniec...znowu marsz po bruku około 1,5 km...mam już grubo ponad 200 km jest około 16,00 i szybka decyzja...próba pobicia dystansu na 300 km...kiedy wyskoczyłem na odkryty teren za Kalisz , wiatr prosto w twarz, pomyślałem sobie wtedy , chyba nici z 3setki, ale jadę dalej...wpadam umordowany do Drawska a tu około 50 km brakuje do 300 km...Pędzę na wylotówkę do Łobza , nawet fajnie się jedzie ale wąsko tu i full aut się kręci, więc pryskam na Węgorzyno, po paru km cofam się bo wiatr nie daje jechać...jeszcze 30 km, zmęczenie daje znać a na wylotowych gdzie się nie ruszę to wiatrzysko w pysk, aż z rowera wyrywa...jadę z powrotem na Ińsko...nawrót i do domu najwyższy czas, bo zmrok zapada a ja bez świateł, śmigam przez miasto jak błyskawica, jest udało się...ponad 300 km...a 3-4 razy już chciałem rezygnować, dobrze że jestem uparty..jutro odpoczynek i do regularnej pracy...moje marzenia na ten rok się spełniły, szybciej niż myślałem, teraz mogę sobie z aparatem pojeździć na ,,bezkrwawe łowy''...a na jesień jak ruszą chłody, może zaryzykuję na 350 km ? Hehehe...
P.S
Przydał by się partner do jazdy, ciągle sam i sam, nie ma nawet do kogo gęby otworzyć...chciał bym pośmigać w grupie , bo to inna technika jazdy...

Rekord w ostatni dzień urlopu...

Piątek, 3 kwietnia 2009 · Komentarze(5)
Nie przejdziemy do historii szumni jak w piosenkach,
Nie będziemy stali w glorii, z rowerami w rękach.
Rozedrgane nasze cienie żółty kurz otuli,
Jak toczące się kamienie z niebotycznej góry.

Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy chwycić w dłonie umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy zapamiętać, że żyć nam przyszło raz...


Parafrazując utwór Klenczona, pojechałem sobie, bo pogoda wymarzona, wiaterek zimny ale nie mroźny, słonecznie i żal że teraz nie mogę wykorzystać urlopu...ale i tak był to jeden z najpiękniejszych urlopów w moim życiu...
CDN...
Etap II...
Jem obiadek i w drogę, przy wyjeździe z miasta na 3 wpycha mi się radiowóz, no panowie policjanci taki przykład dajecie kierowcom ? Z wiadomych względów w realu nie mogłem, bo byście mnie do końca życia umilali życie, więc teraz proszę...

Potem była trasa na Kalisz - Złocieniec - Lubieszewo z tego 1,5 km przemaszerowałem po bruku bo mi rowerka szkoda...
W domu doładowuję prowiant w kieszonki, i dalej na Ińsko - Chociwel - Oleszno zakręt na Konotop , nawrót i do doma...
Kolejny rekord pobity...wow
Złożyło się na to :
Wyśmienita pogoda...dobrze zaopatrzony ,,bufet'' podręczny...regulacja i obniżenie siodełka...oraz myśl że to koniec urlopu...
Muszę przyznać że urlop spędziłem ,,pracowicie'', ale już jutro do pracy solidnie ,,odpocząć''...hehehe

Ostatnie 7 dni na rowerze...1039,74 km

Lepiej póżno niż wcale...

Czwartek, 2 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Parę spraw w mieście załatwiłem...i o 11,00 ruszyłem w trasę,a na trasie ekipy drogowe remontują nam drogi całą mocą przerobową...oto scenka rodzajowa którą przyczaiłem...
Samochód drogowców , za nim 2 słownie dwóch pracowników, jeden nabrał na łopatę coś czarnego co dumnie nazywamy wszyscy asfaltem, nie mylić z murzynem i rzucił to coś do dziury w szosie pełnej wody...pierwszy efekt, woda się rozchlapała na boki, teraz do akcji wkroczył 2 fachowiec, rozgarnął i wyrównał nogą tę czarną breję...przyklepał, zapalili i po robocie...odpalili auto i pojechali dalej remontować drogi, mimo iż obok zostało jeszcze 4-5 podobnych o różnej zawartości wody...chwilę później przejechał po tym TIR i połowę tego szajsu zabrał na swoje koła...o złodziejstwo Go nie podejrzewam, leżało, samo się przykleiło to i wziął..
Panowie kibice piłkarscy, śpijcie spokojnie...autostrady na Euro 2012 powstaną na czas, przy tak sprawnej drogówce to pomożemy przy drogach na Ukrainie...
Ostatnie 7 dni jazdy na rowerze...1024 km...

Pojedynek na szosie...

Środa, 1 kwietnia 2009 · Komentarze(1)
Ale to nie tytuł filmu Stevena Spielberga...zacznę jednak po kolei...
Ustawiłem się z kolega na wspólna jazdę po południu , więc dobrze by było rozruszać się trochę z rana...wskakuję na rower i pędzę na Żołędowo, dojeżdżam do Dzikowa i zaczynam się piąć pod ostrą górę...za mną wjeżdża TIR...po chwili mnie mija...zrównuje się ze mną i jedziemy sobie tak obok siebie...minuta - dwie , zaczynam się niepokoić, jak coś będzie leciało z góry to na bank mnie zepchnie..ale o co chodzi , myślę sobie jak w tej reklamie...
Nagle przygazował, kłęby spalin buchnęły mi w twarz i poczułem słodki zapach w ustach i zawroty głowy , jak wtedy za młodych lat kiedy wąchałem klej...zrobiło mi się dobrze i odleciałem...
Kiedy się ocknąłem, byłem w rowie na zielonej trawce obok leżał Giant...pierwsze spojrzenie na rower i jest ok cały...
Podobno ryba psuje się od głowy a człowiek odwrotnie od nóg...pomachałem jedną nogą sprawna, pomachałem druga ,sprawna...paru przejeżdżających kierowców odpowiedziało powitalnym gestem...
Powyższa historyjka z TIRem to oczywiście prima aprilis...
Dane są jedynie prawdziwe...doszło do spotkania z kolegą, teraz częściej będzie można we dwóch wyskoczyć...
Ostatnie 7 dni jazdy - 930,46 km...

Nas ne dogoniat...

Wtorek, 31 marca 2009 · Komentarze(1)
Dziś turystycznie...
Oleszno - 8 km...
Skrzyżowanie - 33 km...
Ińsko - 42 km...
Chociwel - 57,43 km...
Dom - 113,94 km...
Małe co nieco na ruszt i ruszam jeszcze parę km zrobić...taka piękna pogoda
Poleciałem z aparatem jeszcze na jezioro Kreda,Żołędowo i do Karwic obfotografować pałac...robi wrażenie...
Dzisiaj jechałem na luzie , turystycznie...



Cholera, nawet udało się przekroczyć wymarzony limit 2.ooo km i już na szosówce zrobiłem ponad 800 km...żyje się raz
Najdziwniejsze że po za piekącą dupencją, moim największym problemem, nie czuję się zmęczony, nie mam zakwasów,nie miewałem kryzysów energetycznych...cały czas fajnie mi się jeździ i następnego dnia cieszę się że znów mogę pośmigać...hehehe

Kolejny rekord życiowy pobity...

Poniedziałek, 30 marca 2009 · Komentarze(5)
Pogoda niepewna, ale w miarę bez wietrznie...pomykam na Żołędowo,wracam pod rampę wojskową i tnę na Ińsko...około 10,00 wyłazi niemrawie słoneczko...mijam Ińsko,Chociwel i wpadam na wylotową do Nowogardu...piękna szosa...ale przez 2-3 km, dalej polskie drogi, dziura na dziurze i full ciężarówek pcha się tędy do pobliskiej żwirowni...robię nawrót i z powrotem już jestem na drodze do Kamiennego Mostu...cichutko tu, szosa jak talerz, autko śmignie raz na pół godziny, więc gdzie ja indziej szukam wrażeń ?
Obliczyłem , że od mojej chawiry do Chociwela i z powrotem jest ponad 100 km...i na tym odcinku mija mnie dosłownie około 10-15 samochodów...żyć nie umierać...
Słońce grzeje coraz bardziej, a ja już wiem że znowu będę w taką pogodę próbował nieźle pojeździć, tym bardziej że liczyłem jakieś ponad 2.ooo km zrobić w tym miesiącu, może się uda, jeszcze tydzień urlopu mi został, to skończy się bicie rekordów...
160 km na liczniku i zajeżdżam do domciu na obiadek, o 14,30 ruszam dalej...zaliczam Gawroniec i na dziś starczy
Przyznam szczerze że ta przerwa żle na mnie wpłynęła, tę 2 setkę z marszu lepiej bym pyknął, a pogoda była dziś wymarzona...może to już prawdziwa wiosna ?